Max Verstappen nie wyjechał w czwartek na tor w Bahrajnie, ale i tak skradł show swoimi ostrymi wypowiedziami. Mistrz świata oskarżył Mercedesa o ekstremalne ukrywanie tempa przed startem sezonu.
Holender wdał się w medialną szermierkę z Toto Wolffem dotyczącą stopnia sprężania w nowych silnikach. Szef Mercedesa przekonuje, że kontrowersyjne rozwiązanie daje zaledwie 2-3 konie mechaniczne zysku, co Verstappen skwitował krótkim śmiechem. Kierowca Red Bulla uważa, że do tej liczby należy dopisać co najmniej jedno zero, a rywale stosują prymitywne techniki odwracania uwagi. Jego zdaniem Mercedes celowo stawia Red Bulla w roli faworyta, by zdjąć z siebie presję przed kluczowymi decyzjami FIA.
Verstappen jest przekonany, że prawdziwe oblicze stajni z Brackley poznamy dopiero podczas pierwszego wyścigu. Zapowiada, że w Melbourne wszyscy zobaczą, jak nagle bolidy Mercedesa zyskują ogromną prędkość na prostych. Dla Holendra obecne zachowanie konkurencji to czysta gra polityczna, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi osiągami. Przypomina przy tym, że historia testów z ostatnich dziesięciu lat rzadko pozwalała trafnie wskazać mistrza już po pierwszym dniu jazd, zwłaszcza przy tak skomplikowanych przepisach.
Lider Red Bulla nie szczędził też krytyki samym regulacjom na rok 2026, nazywając nowe bolidy Formułą E na sterydach. Twierdzi, że jazda nimi nie sprawia frajdy i jest wręcz antywyścigowa. Zamiast tracić energię na gierki w padoku, Verstappen woli skupić się na pracy z własnym zespołem i dopracowywaniu auta klasy GT3. Podkreśla, że polityczne przepychanki przestały go ruszać, a skomplikowana natura nowych przepisów wymaga od niego pełnej koncentracji na nauce zachowania własnego samochodu.
