Barcelona wyrasta na głównego faworyta w wyścigu o podpis Juliana Alvareza, ale negocjacje z Atletico Madryt dotarły do krytycznego punktu. Jak donoszą SPORT i Esport3, madrycki klub postawił twarde ultimatum, które może zablokować przenosiny 26-letniego Argentyńczyka na Camp Nou.
Władze Atletico Madryt wyceniły swojego napastnika na 150 milionów euro. Co gorsza dla Barcelony, klub ze stolicy Hiszpanii domaga się pełnej płatności w gotówce, odrzucając możliwość rozłożenia kwoty na raty lub włączenia w transakcję innych zawodników. Deco próbował już oferować kartę zawodniczą Ferrana Torresa oraz Marca Casado, jednak te propozycje zostały natychmiast odrzucone. Obecnie między ofertą Barcelony opiewającą na około 120 milionów euro a żądaniami sprzedających widnieje przepaść, której nie da się zasypać jedynie bonusami.
Wojna nerwów o następcę Lewandowskiego
Sytuacja Barcelony jest trudna, ponieważ 30 czerwca wygasa kontrakt Roberta Lewandowskiego. Polak odchodzi z klubu jako wolny agent po strzeleniu 120 goli, co zmusza Katalończyków do natychmiastowego znalezienia nowego lidera ataku. Alvarez porozumiał się już z Barceloną w sprawie pięcioletniego kontraktu, a po zwycięstwie Argentyny nad Austrią na mistrzostwach świata otwarcie zadeklarował chęć odejścia. „Najlepszą rzeczą dla wszystkich jest transfer i chcę spełnić swoje marzenie” — przyznał Julian Alvarez w rozmowie z ESPN.
Mimo jasnej deklaracji piłkarza, prezydent Atletico Enrique Cerezo twierdzi, że zawodnik nie jest na sprzedaż. Wewnętrzne komunikaty klubu z Madrytu są jeszcze ostrzejsze: „Nie ma kwoty, którą Barcelona mogłaby zapłacić za Juliana, on tam nie trafi”. Na usztywnienie stanowiska Atletico wpłynął Real Madryt, który wcześniej złożył ofertę 150 milionów euro. Choć propozycja Florentino Pereza została odrzucona, skutecznie wyśrubowała cenę rynkową napastnika, stawiając Barcelonę pod ścianą w obliczu finansowych ograniczeń LaLiga.
