Dariusz Banasik wskazał konkretny argument, który ma dać Arce Gdynia przewagę nad Górnikiem Zabrze w środowym starciu o ligowe życie.
Arka Gdynia wchodzi w ostatnią prostą sezonu z nożem na gardle. Po 31 kolejkach Gdynianie zajmują 17. miejsce w tabeli Ekstraklasy z dorobkiem 35 punktów. Przed nią trzy spotkania: z Górnikiem Zabrze, Termalicą Bruk-Bet Nieciecza i Rakowem Częstochowa. Według aktualnych szacunków, siedem punktów powinno wystarczyć do utrzymania.
Środowy rywal prezentuje się na papierze zupełnie inaczej — Górnik zajmuje czwarte miejsce w lidze z 49 punktami i co ważniejsze, może pochwalić się już gablotą z Pucharem Polski zdobytym po wygranej z Rakowem. Banasik nie udaje, że różnica klasowa nie istnieje, ale też nie zamierza jej respektować bezwarunkowo.
„Każdy mecz jest teraz o życie, nie ma co kalkulować" — stwierdził szkoleniowiec Arki i dodał, że zamiast wybiegać myślami ku Niecieczy czy Rakowowi, jego sztab skupia się wyłącznie na środzie.
Strategia gdyńskiego trenera opiera się na jednej, bardzo konkretnej obserwacji. Górnik zakończył sezon ligowy porażką z Zagłębiem Lubin 0:2 w miniony piątek, jednak wcześniej przez wiele tygodni mozolił się w drodze do finału Pucharu Polski. Banasik dostrzega w tym szansę:
„Upatruję naszej szansy w tym, że mogą być już zmęczeni fizycznie sezonem i drogą do finału" — przyznał wprost
Dodał przy tym kluczowy detal: Arka grała z Lechem w piątek, Górnik swój ostatni mecz rozegrał w sobotę. Jeden dzień różnicy — w oczach trenera — może mieć realne znaczenie.
Co istotne, Banasik nie liczy na to, że Zabrzianie przyjadą do Trójmiasta bez ambicji.
„Górnik nie będzie kalkulował — nadal mają matematyczne szanse na mistrzostwo, chcą zająć jak najwyższe miejsce" — ocenił, oddając rywalowi należny szacunek.
Jednak właśnie dlatego remis zdobyty przez Arkę z Lechem w Poznaniu — gdzie, jak podkreślił trener, „nikt w nas nie wierzył" — stał się dla drużyny dowodem na własny charakter i psychiczną odporność na presję chwili.
„Tu nie trzeba nikogo motywować" — zapewnił Banasik.
Osobnym atutem, który trener serwuje rywalom jako zagadkę, jest nieprzewidywalność taktyczna. W Poznaniu Arka wystąpiła z piątką obrońców, a Banasik przyznaje z wyraźną satysfakcją:
„Nikt nie wie, czy zagramy trójką, czwórką czy piątką".
Jednocześnie zaznaczył, że środowe spotkanie będzie wymagało innego podejścia niż mecz z Lechem — bardziej ofensywnego i ukierunkowanego na skuteczne wykorzystanie okazji.
„Musimy wykorzystywać sytuacje z premedytacją" — skwitował, dając do zrozumienia, że jego drużyna nie może sobie pozwolić na marnotrawienie szans w meczu, gdzie liczy się każda bramka.
