Andrea Trinchieri po raz kolejny udowodnił, że wynik na tablicy nie zawsze odzwierciedla jego satysfakcję z gry zespołu. Choć PAOK Saloniki pewnie pokonał APU Udine 88:71, szkoleniowiec greckiej ekipy zamiast świętować, postanowił publicznie rozliczyć swoich podopiecznych z braku profesjonalizmu w końcówce spotkania.
Liderem zwycięzców był Cedi Osman, który rzucił 22 punkty, jednak to nie jego popis strzelecki zdominował pomeczowe komentarze. Trinchieri był wściekły na postawę drużyny w ostatniej kwarcie, którą określił mianem fatalnej pod względem mentalnym. „Czwarta kwarta to było g***o. To było naprawdę złe pod względem naszej mentalności, mowy ciała i ogólnego nastawienia” — przyznał bez ogródek trener podczas spotkania z mediami. Szkoleniowiec podkreślił, że prowadzenie różnicą blisko 30 punktów nie uprawnia zawodników do lekceważenia założeń, choć zauważył też pozytywy w postaci dobrej energii i biegania do kontrataków.
Najmocniejsze słowa padły jednak pod adresem 22-letniego Nikosa Bazinasa, którego przyszłość w rotacji stanęła pod dużym znakiem zapytania. Trinchieri nie ukrywał rozczarowania postawą młodego Greka, twierdząc, że ten zamiast wykorzystać szansę, pociągnął zespół w dół. „Szczerze mówiąc, nie wiem, czy po tym meczu zobaczycie go jeszcze w rotacji. Oczekuję czegoś zupełnie innego od 22-letniego zawodnika” — zszokował obecnych dziennikarzy szkoleniowiec PAOK-u. Trener zaznaczył, że błędy wynikające z braku doświadczenia są akceptowalne, ale postawa Bazinasa w tym konkretnym starciu była dla niego nie do przyjęcia.
Włoski trener wyjaśnił, że jego surowa ocena wynika z dużego zaufania, jakim darzy zawodnika, ale jednocześnie postawił sprawę jasno w kwestii rozdawania minut na parkiecie. „Jestem trenerem, a nie Świętym Mikołajem. Nie daję prezentów. Jeśli wysyłam cię na boisko, to dlatego, że wierzę, iż możesz pomóc drużynie” — podsumował Trinchieri. Teraz to od Bazinasa zależy, jak zareaguje na to publiczne wyzwanie rzucone przez trenera, który słynie z twardej ręki i bezkompromisowych wypowiedzi. Sytuacja jest o tyle napięta, że klub z Salonik, mimo problemów organizacyjnych w przeszłości, stara się utrzymać wysokie standardy sportowe.
