To był bez wątpienia najbardziej elektryzujący spektakl tegorocznego US Open, który trzymał w napięciu przez ponad trzy godziny. Iva Jovic pokonała Alex Ealę. Młoda Amerykanka po meczu nie gryzła się w język, opisując emocjonalny rollercoaster, jaki zafundowała jej ta rywalizacja.
Mimo że Jovic reprezentuje gospodarzy, trybuny Arthur Ashe Stadium wcale nie ułatwiały jej zadania. Filipińska gwiazda Alex Eala mogła liczyć na znacznie głośniejsze wsparcie, co stworzyło nietypową atmosferę dla reprezentantki USA grającej we własnym kraju. Jovic przyznała po spotkaniu, że momentami czuła się przytłoczona intensywnością tego starcia.
Amerykańska dominacja i wyzwanie rzucone Gauff
Podczas konferencji prasowej Jovic odniosła się bezpośrednio do zachowania publiczności, która faworyzowała jej przeciwniczkę. „Powiedziałabym, że kibicowali trochę bardziej jej. Nie obchodzi mnie, czy krzyczą za mną, czy przeciwko mnie, po prostu cieszę się, że tam było tyle osób” — stwierdziła nastolatka. Amerykanka podkreśliła, że gra na największym stadionie tenisowym świata była dla niej bezcennym doświadczeniem, niezależnie od tego, po której stronie opowiedzieli się fani.
Zwycięstwo nad Ealą otwiera przed Jovic drogę do wielkiego hitu, w którym zmierzy się z Coco Gauff. Będzie to starcie dwóch z pięciu Amerykanek, które wciąż pozostają w grze o tytuł na nowojorskich kortach. Obok nich o ćwierćfinały powalczą Jessica Pegula, Taylor Townsend oraz Emma Navarro. Sytuacja ta potwierdza ogromną siłę amerykańskiego tenisa kobiecego, który od 2000 roku doczekał się aż dziewięciu triumfatorek w tym turnieju wielkoszlemowym.
