Legia Warszawa jeszcze niedawno walczyła głównie o to, by uciec ze strefy zagrożonej spadkiem, jednak wyniki z końcówki sezonu nie tylko dają jej już pewne utrzymanie, ale co więcej – pozwalają nawet marzyć o grze w europejskich pucharach!
Po obiecującym lecie, w którym klub z Łazienkowskiej przeprowadził transferową ofensywę, sprowadzając dziesięciu zawodników, nadszedł czas sportowego kryzysu. Drużynę prowadziło w tym cyklu aż trzech szkoleniowców: Edward Iordanescu, który zdążył sięgnąć po Superpuchar Polski, tymczasowy trener Iñaki Astiz oraz obecny sternik, Marek Papszun.
To właśnie za kadencji Astiza klub zaliczył dramatyczną serię, w której na dziesięć spotkań wygrał tylko raz, ulegając nawet zamykającej tabelę Bruk-Bet Termalice Nieciecza. Krytyczne głosy ekspertów i byłego prezesa Bogusława Leśnodorskiego, który twierdził, że „sezon właściwie się już skończył”, wydawały się w pełni uzasadnione, gdy Legia dopiero niedawno zdołała opuścić strefę spadkową. Sytuację kadrową skomplikowała dodatkowo poważna kontuzja ścięgna Achillesa Jeana-Pierre’a Nsame oraz odejścia kluczowych graczy, takich jak Jan Ziółkowski.
Mimo zajmowania obecnie odległej, ósmej lokaty z dorobkiem 43 punktów, Legioniści wciąż mogą zakończyć rozgrywki na 5. miejscu, które w obecnej koniunkturze gwarantuje start w Europie. Jest to możliwe dzięki wygranej Górnika Zabrze w finale Pucharu Polski. Aby jednak tak się stało, Legia musi przede wszystkim odnieść dwa zwycięstwa w pozostałych do rozegrania meczach: wyjazdowym starciu z Lechią Gdańsk oraz domowej konfrontacji z Motorem Lublin.
Sama postawa graczy Marka Papszuna to jednak tylko połowa sukcesu. Do zrealizowania scenariusza pucharowego niezbędna jest seria korzystnych rozstrzygnięć na innych stadionach. Zagłębie Lubin musiałoby przegrać swoje spotkania z Pogonią Szczecin i Jagiellonią Białystok, a GKS Katowice nie może zdobyć więcej niż jednego punktu w starciach z tymi samymi rywalami. Dodatkowo Wisła Płock musi potknąć się w meczach z Górnikiem i Lechem Poznań, a Radomiak Radom solidarnie przegrać przynajmniej jedno spotkanie. Choć zestawienie tych zmiennych wydaje się karkołomne, słaba forma zespołów ze środka stawki sprawia, że przy Łazienkowskiej nastroje uległy gwałtownej poprawie.

