Charles Leclerc z Ferrari zdominował pierwszy trening przed Grand Prix Węgier 2026. Monakijczyk wykręcił czas 1:19.075, zostawiając w tyle Maxa Verstappena i Lewisa Hamiltona. Sesja na Hungaroringu dostarczyła jednak więcej pytań niż odpowiedzi, szczególnie w kontekście awaryjności sprzętu.
Największą uwagę przykuł Aston Martin, który przywiózł do Budapesztu niemal całkowicie nowy samochód. Model AMR26 w specyfikacji B posiada lżejsze podwozie, nowe powierzchnie aerodynamiczne i zmieniony układ tylnego zawieszenia. Testy rewolucyjnych rozwiązań zakończyły się jednak katastrofą już po 36 minutach. Lance Stroll stracił panowanie nad autem po tym, jak tylne zawieszenie dosłownie wygięło się na wyjściu z drugiego zakrętu. Kanadyjczyk zaliczył obrót o 360 stopni i musiał zaparkować uszkodzony bolid, co wywołało czerwoną flagę.
Problemy faworytów i frustracja mistrza świata
Nawet najszybszy na torze Leclerc nie uniknął kłopotów. Tuż po ustanowieniu najlepszego rezultatu, jego Ferrari odmówiło posłuszeństwa w ostatnim sektorze. Kierowca musiał dotoczyć się do boksów, podejrzewając awarię jednostki napędowej lub skrzyni biegów. Mimo to nikt nie zdołał poprawić jego wyniku w końcówce sesji. Drugi w tabeli Max Verstappen nie krył irytacji zachowaniem swojego Red Bulla, narzekając przez radio, że jazda bolidem przypomina próbę ścigania się z zaciągniętym hamulcem ręcznym.
Podczas gdy czołówka zmagała się z usterkami, McLaren testował nową podłogę, która ma poprawić osiągi w zakrętach. W bolidzie Oscara Piastriego zasiadł debiutant Leonardo Fornaroli, sprawdzając odwrócone tylne skrzydło. Inżynier wyścigowy przekazał mu optymistyczny komunikat, że nowe rozwiązanie „działa dobrze”. Na drugim biegunie znalazł się Carlos Sainz z Williamsa, który po sesji musiał tłumaczyć się sędziom z rzekomego blokowania Verstappena i nieobliczalnej jazdy na nowej nawierzchni toru.
