Fede Valverde przerwał milczenie po dramatycznych wydarzeniach, do których doszło w czwartek w szatni Realu Madryt. Urugwajczyk brał udział w bójce z kolegą z zespołu, Aurelienem Tchouamenim, po której musiał zostać przewieziony do szpitala. Choć media huczą o skandalu, sam zawodnik przedstawia zupełnie inną wersję zdarzeń niż świadkowie i dziennikarze.
Relacje z incydentu są wstrząsające. Według dostępnych informacji Valverde przyjął cios od Tchouameniego, a upadając, rozciął głowę o stół. 27-latek miał zawroty głowy, co zmusiło służby medyczne do przetransportowania go na wózku inwalidzkim do szpitala, gdzie założono mu szwy. Sam piłkarz uparcie twierdzi jednak, że w szatni nie doszło do żadnych rękoczynów, co stoi w całkowitej sprzeczności z doniesieniami o jego stanie zdrowia.
Dramat przed El Clasico i reakcja klubu
Konsekwencje tego starcia są opłakane dla drużyny prowadzonej przez Carlo Ancelottiego. Valverde nie zagra w nadchodzącym El Clasico przeciwko Barcelonie, ponieważ lekarze nakazali mu od 10 do 14 dni odpoczynku w domu. Tak długa przerwa sugeruje, że zawodnik przechodzi protokół związany ze wstrząśnieniem mózgu. Jego żona, Mina Bonino, opublikowała w sieci pierwsze zdjęcie męża po incydencie, jednak na fotografii głowa piłkarza jest skrzętnie ukryta pod czapką.
Władze Realu Madryt nie zamierzają przejść obok tej sprawy obojętnie i wszczęły już oficjalne postępowanie dyscyplinarne wobec obu graczy. Na ten moment przewiduje się, że kara dla Valverde i Tchouameniego będzie miała charakter wyłącznie finansowy, a klub nie zdecyduje się na zawieszenie ich w prawach zawodnika. Urugwajczyk ma szansę wrócić do składu dopiero na ostatni mecz sezonu ligowego przeciwko Athletic Club.
