Anglia odpada z mistrzostw świata po porażce 1:2 z Argentyną, a głównym winowajcą ogłoszono Thomasa Tuchela. Niemiecki szkoleniowiec, zamiast wykorzystać potencjał ofensywny swojej drużyny, postawił na defensywę, co zakończyło się katastrofą w najważniejszym momencie turnieju.
Decyzje kadrowe Tuchela budziły kontrowersje jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Brak powołania dla Harry'ego Maguire'a oraz Trenta Alexandra-Arnolda okazał się bolesny, gdy zespół musiał bronić pola karnego i szukać kreatywności w ataku. Zamiast liderów formacji, trener postawił na Jordana Hendersona, co odebrano jako sygnał strachu i szukanie mentalnego wsparcia kosztem czystych umiejętności piłkarskich. W kluczowych momentach na boisku brakowało jakości, którą mogli zapewnić pominięci Wharton czy Bowen.
Fatalna taktyka i oddanie pola Messiemu
Po objęciu prowadzenia przez Anthony'ego Gordona, Anglia niemal przestała grać w piłkę. Statystyki są porażające: zespół Tuchela miał zaledwie 12% posiadania piłki do momentu wyrównania przez Enzo Fernandeza. Cofnięcie się do głębokiej defensywy dało Lionelowi Messiemu swobodę, której Argentyńczyk nie zmarnował. Tuchel próbował ratować wynik, wprowadzając trzech obrońców, co Michael Owen skomentował krótko: to był brak odwagi, który odróżniał Anglię od grającej ofensywnie Hiszpanii.
Sam selekcjoner po meczu nie szukał wymówek i wziął odpowiedzialność za porażkę na swoje barki. „Thomas Tuchel przyznał się do błędu po tym, jak zmiany przyniosły odwrotny skutek w meczu z Argentyną” — informuje The Guardian. Niemiec potwierdził, że jego zespół stał się zbyt pasywny po zdobyciu bramki. Zamiast narzucić swój styl gry, Anglicy pozwolili rywalom na oddanie 10 strzałów w zaledwie 32 minuty, co ostatecznie zamknęło im drogę do wielkiego finału.
