Alexander Bublik otwarcie przyznaje, że rywalizacja z Jannikiem Sinnerem i Carlosem Alcarazem stała się dla reszty tenisistów barierą nie do przejścia. Kazachski zawodnik uważa, że dominacja tego duetu zmusiła innych graczy do radykalnej zmiany sportowych celów.
Sytuacja w męskim tenisie stała się klarowna po tym, jak Alcaraz rozpoczął 2026 rok od triumfu w Australian Open, a Sinner zdominował turnieje w Indian Wells, Miami oraz Monte Carlo. Bublik, który w przeszłości potrafił pokonać Włocha w Halle, dziś nie ma złudzeń co do swoich szans w starciach z liderami rankingu. Jego zdaniem wygrana z 2025 roku była efektem ogromnego szczęścia, a nie realnej przewagi sportowej nad rywalem, który obecnie wydaje się nie do zatrzymania.
Koniec marzeń o wielkoszlemowych tytułach
Szczerość Bublika rzuca nowe światło na nastroje panujące w szatni ATP, gdzie zawodnicy coraz częściej akceptują swoją rolę tła dla dwóch wielkich mistrzów. Kazach, który najwyżej w karierze zajmował dziesiąte miejsce w rankingu, otwarcie mówi o rezygnacji z walki o najwyższe cele. Przyznaje, że w obecnych realiach dotarcie do ćwierćfinału lub półfinału turnieju wielkoszlemowego jest szczytem możliwości dla kogoś, kto nie nazywa się Sinner lub Alcaraz.
„W turniejach wielkoszlemowych, gdzie Sinner i Alcaraz czują się najlepiej i są idealnie przygotowani, praktycznie nie masz szans. Mam wrażenie, że inni gracze już się poddali – ja zresztą też” – przyznał Alexander Bublik w rozmowie z Tennis Magazin. Tenisista podkreślił, że zwycięstwo w turnieju tej rangi jest niemal nieosiągalne, gdy obaj rywale są zdrowi. Dlatego teraz jego celem jest po prostu powrót do domu w dobrym humorze po osiągnięciu solidnego wyniku.
Bublik zaznacza, że kluczem do przetrwania w tourze jest akceptacja faktu, że nie jest się Novakiem Djokoviciem, Rafaelem Nadalem czy Rogerem Federerem. Zamiast obsesyjnej pogoni za jednym tytułem, która może niszczyć życie prywatne i relacje z bliskimi, woli skupić się na byciu dobrym mężem i ojcem. Według niego lepiej piętnaście razy dotrzeć do półfinału, niż poświęcać wszystko dla jednej wygranej, która i tak może nie przynieść oczekiwanego szczęścia.
