Lance Stroll wyrasta na postać, która ma dość marazmu w Formule 1. Kanadyjczyk wykorzystał niespodziewaną przerwę w kalendarzu, aby wystartować w ten weekend w zawodach GT World Challenge Europe na torze Paul Ricard. Jak sam przyznaje, fatalna dyspozycja Aston Martina odegrała kluczową rolę w podjęciu tej decyzji. Kierowca zasiądzie za kierownicą Astona Martina Vantage GT3 Evo w barwach Comtoyou Racing, dzieląc auto z Roberto Merhim oraz Mari Boyą.
Początek nowej ery w Formule 1 jest dla ekipy z Silverstone prawdziwym koszmarem. Mimo ogromnych inwestycji w infrastrukturę i zakontraktowania Adriana Neweya, bolid zawodzi na każdym polu. Współpraca z Hondą również nie układa się najlepiej, a jednostka napędowa zmaga się z potężnymi wibracjami. Efekt jest opłakany. Po trzech rundach Stroll nie ukończył ani jednego wyścigu, a Fernando Alonso wciąż pozostaje bez punktów w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.
Ucieczka od frustracji i walka o zwycięstwo
Stroll nie ukrywa, że w wyścigach GT szuka tego, czego brakuje mu w królowej motorsportu. W Formule 1 przy obecnym układzie sił nie ma szans na wygrywanie, co zabija sportową motywację. W serii GT3 stawka jest bardziej wyrównana, a Kanadyjczyk wierzy, że przy dobrym ustawieniu samochodu realnie powalczy o najwyższy stopień podium. To właśnie możliwość rywalizacji o triumf, a nie tylko o przetrwanie, skłoniła go do błyskawicznego zorganizowania startu we Francji.
Pomysł na ten nietypowy ruch narodził się podczas Grand Prix Japonii. Stroll konsultował swoje plany z Maxem Verstappenem, który sam coraz częściej pojawia się w wyścigach aut turystycznych. Mistrz świata doradzał koledze z toru, z kim warto nawiązać kontakt w świecie GT. Jeśli start na Paul Ricard okaże się sukcesem, Stroll nie wyklucza kolejnych występów w tej dyscyplinie jeszcze w tym roku. Wszystko zależy od jego kondycji fizycznej i psychicznej po powrocie do F1.
