Florian Kohfeldt wyrastał na jedną z największych nadziei niemieckiej myśli szkoleniowej, ale jego kariera w Werderze Brema zakończyła się bolesnym upadkiem. Obecny trener Darmstadt w szczerym wywiadzie dla Süddeutsche Zeitung przyznał, że jego relacja z macierzystym klubem była niezdrowa. Emocjonalne przywiązanie do drużyny, w której spędził lata jako bramkarz rezerw i trener młodzieży, niemal doprowadziło go na skraj wytrzymałości psychicznej.
Szkoleniowiec wspomina sezon 2020/21 jako czas desperacji i wyrzeczenia się własnych ideałów. Kohfeldt wyjawił, że po wewnętrznych analizach składu podjął decyzję o graniu najbardziej „celowo brzydkiego futbolu” w całej Bundeslidze. Zespół stosował głęboko cofnięte ustawienie 3-5-2, które kompletnie nie oferowało nic w ofensywie. Trener zaznacza, że taki styl mu nie odpowiadał i z perspektywy czasu nigdy więcej nie wybrałby tej drogi, próbując ratować ligowy byt.
Toksyczna lojalność i interwencja psychologa
Przywiązanie Kohfeldta do Werderu było tak silne, że czuł potrzebę bronienia klubu niczym najbardziej zagorzały ultra. Dopiero rozmowa z klubowym psychologiem uświadomiła mu, że stuprocentowe zaangażowanie emocjonalne stało się toksyczne. Po serii dwunastu meczów bez zwycięstwa i zwolnieniu na kolejkę przed końcem sezonu, trener szukał szczęścia w Wolfsburgu oraz belgijskim KAS Eupen. Oba te etapy zakończyły się jednak niepowodzeniem po zaledwie siedmiu miesiącach pracy.
Dziś 43-letni szkoleniowiec odbudowuje swoją pozycję w Darmstadt, twierdząc, że wyciągnął lekcję z przeszłości. Choć nadal angażuje się w pracę całym sercem, robi to w sposób znacznie zdrowszy niż w Bremie. Kohfeldt przyznaje, że nagłe wyniesienie go na piedestał i tytuł Trenera Roku w 2018 roku było przesadzone, co sprawiło, że późniejszy upadek i brutalna krytyka po spadku Werderu bolały znacznie mocniej.
