Emma Raducanu przechodzi przez wyjątkowo trudny okres w swojej karierze. Brytyjska gwiazda, która obecnie zajmuje 46. miejsce w rankingu WTA, nie wygrała meczu od marcowego turnieju w Indian Wells. Przed startem zmagań na trawiastych kortach w Queen’s zawodniczka zdecydowała się na szczere wyznanie dotyczące jej obecnego podejścia do sportu i problemów z motywacją.
Pierwsza połowa 2026 roku jest dla Raducanu pasmem nieszczęść. Tenisistka współpracowała już z trzema różnymi trenerami, a uciążliwy wirus wykluczył ją z gry na kilka tygodni między Miami Open a turniejem w Rzymie. Takie okoliczności sprawiły, że jej relacja z tenisem stała się skomplikowana. W rozmowie z BBC Sport zawodniczka przyznała, że nie czuje potrzeby czerpania radości z gry każdego dnia, porównując swoją profesję do zwykłej pracy zawodowej.
Ratunkiem dla formy Brytyjki ma być ponowna współpraca z Andrew Richardsonem. To właśnie ten szkoleniowiec prowadził ją do historycznego triumfu w US Open w 2021 roku. Raducanu podkreśla, że ufa trenerowi, który zna ją od dziecka i skupia się na codziennym procesie, a nie na samych wynikach. Richardson ma pomóc zawodniczce odzyskać stabilizację, której brakowało podczas ostatnich miesięcy pełnych roszad w sztabie szkoleniowym i problemów zdrowotnych.
W Queen’s Raducanu zmierzy się w pierwszej rundzie singla z Anną Blinkovą. Będzie to ich pierwsze bezpośrednie starcie na zawodowych kortach. Oprócz singla tenisistka wystąpi w deblu u boku Katie Boulter, tworząc duet nazywany przez kibiców Boultercanu. Ich rywalkami będą Storm Hunter i Zhang Shuai. Choć start w Wimbledonie jest pewny, zawodniczka rozważa jeszcze występ w Berlinie, aby zyskać cenne ogranie na trawiastej nawierzchni.
