Barcelona przegrywa 0:4 z Atletico Madryt w pierwszym półfinale Copa del Rey, ale to nie wynik budzi największe emocje. Piłkarze i trener Hansi Flick oskarżają sędziów o skandaliczne decyzje.
Frenkie de Jong nie krył wściekłości po anulowaniu trafienia Pau Cubarsiego. Kapitan Dumy Katalonii analizował powtórki i stwierdził wprost, że jeśli pokazany obraz nie jest dziełem sztucznej inteligencji, to mamy do czynienia z ogromnym skandalem. Holender zauważył, że na klatce z rzekomym spalonym nie widać momentu kontaktu z piłką, a obrońca znajdował się metr za Robertem Lewandowskim. Sytuacja jest o tyle dziwna, że analiza VAR trwała aż osiem minut, co kompletnie wybiło gości z rytmu gry.
Hansi Flick nazwał hiszpańskie sędziowanie bałaganem i zakwestionował brak czerwonej kartki dla Giuliano Simeone po faulu na Balde. Niemiecki szkoleniowiec był zszokowany procesem podejmowania decyzji, który trwał wieczność. Klub nie zamierza zostawiać tej sprawy bez odpowiedzi i przygotowuje oficjalną skargę do RFEF. Komitet Techniczny Arbitrów tłumaczy zwłokę dużym zagęszczeniem zawodników w polu karnym, co wymusiło ręczne rysowanie linii zamiast automatycznego systemu, jednak te wyjaśnienia nie uspokoiły nastrojów w obozie wicemistrzów Hiszpanii.
Eric Garcia przeżył koszmarny wieczór, kończąc mecz z samobójczym trafieniem i czerwoną kartką na koncie. Obrońca również uderzył w arbitrów, wytykając im łatwość podejmowania niekorzystnych decyzji dla Barcelony przy jednoczesnym pobłażaniu rywalom. Garcia podkreślił, że przy obecnej technologii sześcio- lub ośmiominutowe przerwy na sprawdzenie niewidocznego spalonego są kompromitacją. Frustracja na boisku była tak duża, że Lamine Yamal wdał się w przepychankę z Marcem Pubillem, co tylko dopełniło obrazu fatalnego wieczoru w Madrycie.
