Jannik Sinner wyrasta na absolutnego dominatora nawierzchni twardej, mimo że ostatnie turnieje wielkoszlemowe padły łupem jego największego rywala. Włoch właśnie zameldował się w finale Indian Wells po pewnym zwycięstwie nad Alexandrem Zverevem 6:2, 6:4. To, co zrobił w drodze do decydującego starcia, stawia go w jednym rzędzie z takimi postaciami jak Roger Federer czy Novak Djokovic.
Włoski tenisista został pierwszym zawodnikiem od czasów Andy'ego Murraya z 2016 roku, który dotarł do finałów dwóch kolejnych turniejów rangi ATP Masters 1000 bez straty choćby jednego seta. Sinner dołączył także do elitarnego grona graczy, którzy osiągnęli finały w sześciu różnych turniejach Masters na kortach twardych. Carlos Alcaraz, mimo prowadzenia w rankingu ATP, na ten moment nie może pochwalić się taką regularnością na tej nawierzchni.
Dominacja nad Zverevem i klątwa seta
Półfinałowe starcie było szóstym z rzędu zwycięstwem Sinnera nad Niemcem. Choć Tim Henman zauważył, że Zverev momentami sam oddawał punkty przy przełamaniach, Włoch bezlitośnie wykorzystał każdą słabość rywala. Sinner przyznał po meczu, że kluczem był serwis w najważniejszych momentach oraz pewność siebie budowana od pierwszego gema. Statystyki są dla jego finałowego przeciwnika brutalne: ostatnim razem, gdy Włoch szedł przez turniej jak burza bez straty seta, sięgnął po tytuł w Paryżu.
Mimo historycznego osiągnięcia i miana króla kortów twardych, Sinner nie zdoła w najbliższym czasie odebrać Alcarazowi fotela lidera rankingu. Hiszpan utrzymuje bezpieczną przewagę punktową dzięki triumfom w US Open i Australian Open. Niedzielny finał w Indian Wells będzie jednak dla Włocha szansą na zdobycie pierwszego trofeum w 2026 roku i potwierdzenie, że w bezpośredniej rywalizacji o miano najlepszego na świecie wciąż dyktuje warunki.
