Serena Williams wróciła na korty podczas turnieju w Queen’s Club po blisko czteroletniej przerwie, ale jej powrót budzi ogromne kontrowersje. Amerykanka otwarcie przyznaje, że jej metamorfoza i utrata ponad 14 kilogramów to efekt stosowania leku z grupy GLP-1. Choć obecnie substancja jest legalna, w świecie tenisa zawrzało.
23-krotna mistrzyni wielkoszlemowa stosuje Zepbound, lek pierwotnie przeznaczony do walki z cukrzycą, który drastycznie hamuje apetyt. Williams, współpracująca z firmą telemedyczną Ro, nie kryje zachwytu efektami kuracji. „Nie mogłam pokonać wagi. To był jedyny przeciwnik, z którym nie potrafiłam wygrać” — wyznała Serena Williams w rozmowie z Oprah Winfrey. Dodała również, że żałuje, iż nie sięgnęła po ten środek jeszcze w trakcie regularnej kariery, co mogło całkowicie zmienić jej sportowe losy.
WADA pod presją po powrocie legendy
Głos w sprawie zabrał Greg Rusedski, który przewiduje, że dni pełnej swobody w stosowaniu tych preparatów są policzone. Były lider brytyjskiego rankingu zauważa, że szybka redukcja masy ciała daje zawodnikom fizyczny handicap, który trudno zignorować. „Myślę, że z czasem zostanie to zakazane. WADA przygląda się sprawie, bo uważa, że może to dawać niewielką, nieuczciwą przewagę” — ocenił Rusedski w podcaście Off Court. Podkreślił przy tym, że choć Serena nie łamie przepisów, kwestia etyki pozostaje otwarta.
Światowa Agencja Antydopingowa monitoruje leki z grupy GLP-1, w tym semaglutydy i tirzepatydy, już od 2024 roku. Obecnie nie widnieją one na liście substancji zabronionych, co pozwala Williams na legalny udział w turniejach takich jak nadchodzący Wimbledon czy zawody w Berlinie. Eksperci wskazują jednak na trudny balans między leczeniem a optymalizacją formy sportowej. Producenci leków mogą w przyszłości modyfikować ich skład, aby minimalizować utratę mięśni, co jeszcze mocniej uderzy w fundamenty czystej rywalizacji.
