Serena Williams wraca do rywalizacji singlowej podczas Wimbledonu 2026, stając przed szansą na kolejny triumf w swojej legendarnej karierze. Amerykanka, która otrzymała dziką kartę, zmierzy się w pierwszej rundzie z Mayą Joint, zajmującą 87. miejsce w rankingu WTA.
Były trener tenisistki, Rick Macci, który prowadził ją w latach 90., twierdzi, że 44-letnia zawodniczka nie musi już niczego udowadniać. Mimo czteroletniej przerwy od profesjonalnych startów i faktu, że nie wygrała meczu na londyńskiej trawie od siedmiu lat, jej ambicja pozostaje niezmienna. Macci podkreśla, że Williams jest zaprogramowana inaczej niż reszta stawki, a każdy jej występ przypomina brutalną walkę, w której liczy się tylko zwycięstwo. Amerykanka wystąpi również w deblu u boku swojej siostry, Venus.
Potężna broń w rękach legendy
Kluczem do sukcesu ma być serwis, który zdaniem eksperta wciąż jest najlepszy w historii kobiecego tenisa. Williams potrafi posłać piłkę z prędkością 122 mil na godzinę, co przy grze na trawie daje jej ogromną przewagę nad rywalkami. Macci zauważa, że choć poruszanie się po korcie może nie być tak sprawne jak dawniej, Serena może nadrobić to efektywnością i uderzaniem piłki wznoszącej. Jej obecność na korcie wywołuje u przeciwniczek dodatkowy stres, co zmienia obraz każdego spotkania.
„Ona chce rywalizować, ale jest tam z jednego powodu: chce wygrać. Nie robi tego z żadnego innego powodu, inaczej by jej tu nie było. Wiem to na pewno” — przyznał Rick Macci w rozmowie z Tennis365. Szkoleniowiec dodał również, że Serena planuje grać przez cały rok, a jej forma może zaskoczyć wielu niedowiarków. Choć wyrównanie rekordu 24 tytułów wielkoszlemowych Margaret Court nie jest teraz jej głównym celem, sytuacja może się zmienić, jeśli Amerykanka zdoła awansować do ćwierćfinału turnieju.
