Alex Eala wkracza w decydującą fazę Canadian Open w życiowej formie, a los zdaje się jej sprzyjać na każdym kroku. Po niezwykle cennym zwycięstwie nad Alycią Parks, drabinka turniejowa w Toronto otworzyła się przed 21-latką w sposób, którego nikt nie mógł przewidzieć przed startem zawodów.
Filipinka pokonała Parks 6-1, 4-6, 6-2, biorąc rewanż za tegoroczną porażkę w Australian Open. W trzeciej rundzie zamiast mistrzyni Wimbledonu, Lindy Noskovej, zmierzy się z Caty McNally. To doskonała wiadomość dla Eali, która ma fatalny bilans 0-10 w starciach z czeskimi tenisistkami. McNally, zajmująca 70. miejsce w rankingu WTA, sprawiła ogromną niespodziankę, eliminując Noskovą, co teoretycznie ułatwia zadanie sklasyfikowanej o 50 pozycji wyżej Eali, która puka już do czołowej dwudziestki światowego zestawienia.
Pogrom rozstawionych gwiazd ułatwia marsz po trofeum
Druga runda turnieju w Toronto stała się cmentarzyskiem faworytek, co bezpośrednio wpływa na sytuację Eali. Z zawodami pożegnały się m.in. Marie Bouzkova i Barbora Krejcikova, które znajdowały się w tej samej części drabinki. Łącznie z turniejem pożegnało się aż osiem rozstawionych zawodniczek, w tym Jelena Ostapenko, Donna Vekic czy Maja Chwalińska. Tak masowe odejście czołowych nazwisk sprawia, że droga do ewentualnego finału, choć wciąż wymagająca, staje się znacznie mniej zatłoczona przez teoretycznie silniejsze przeciwniczki.
Eala udowodniła już w tym sezonie, że potrafi wygrywać z absolutną elitą, notując siedem zwycięstw nad zawodniczkami z top 10, w tym nad Coco Gauff i Eleną Rybakiną. Jej triumf w Washington Open, gdzie pokonała kolejno Svitoliną, Osakę i Pegulę, pokazał, że jest gotowa na seryjne ogrywanie gwiazd. Obecnie może pochwalić się bilansem dziewięciu wygranych w ostatnich dziesięciu meczach, co czyni ją jedną z najgroźniejszych postaci w tourze przed nadchodzącymi starciami z Bencic czy Gauff.
