Lando Norris wywalczył pierwsze w 2026 roku pole position dla zespołu innego niż fabryczny Mercedes. Brytyjczyk rzutem na taśmę pokonał Lewisa Hamiltona o zaledwie 0,012 sekundy, co wywołało euforię w boksach McLarena. Radość tonuje jednak Andrea Stella.
Szef zespołu z Woking otwarcie przyznaje, że wynik ten jest rezultatem ponad stan. Mimo wprowadzenia poprawek obejmujących nową geometrię podłogi oraz modyfikacje skrzydeł, McLaren wciąż zmaga się z pewnymi deficytami. Stella wskazuje, że to Ferrari posiada obecnie konstrukcję o najwyższym poziomie przyczepności w zakrętach, co jest szczególnie widoczne podczas hamowania w wolnych sekcjach toru Hungaroring.
„Myślę, że dzisiejsze pole position to nieco nadmiarowe osiągnięcie, możliwe dzięki egzekucji i maksymalizacji dostępnego potencjału” – ocenił Andrea Stella. Włoch podkreślił, że choć McLaren poprawił się w średnich i szybkich łukach, to w zakrętach numer 1, 12 i 13 wciąż traci sporo czasu do Ferrari. Przewagę nad stajnią z Maranello udało się zbudować głównie na prostych, co jest zasługą wydajności jednostki napędowej Mercedesa.
Problemy z nawierzchnią i pech rywali
Kwalifikacje w Budapeszcie przebiegały w cieniu narzekań na stan toru. Kierowcy krytykowali łataną nawierzchnię i niebezpieczne wyboje, które doprowadziły m.in. do obrotu Maxa Verstappena. Incydent ten wywołał żółte flagi, które pokrzyżowały plany Kimiego Antonellego. Dodatkowo Lewis Hamilton otrzymał karę przesunięcia o trzy pola za blokowanie Oscara Piastriego, co sprawiło, że przewaga Norrisa nad drugim zawodnikiem w niedzielnym starcie wzrosła do 0,226 sekundy.
„Nadal musimy poprawić się w niskich prędkościach. Jest zdecydowanie za wcześnie, by mówić, czy to punkt zwrotny dla McLarena” – podsumował Stella. Zespół planuje kolejne aktualizacje w nadchodzących wyścigach, licząc na zniwelowanie przewagi Ferrari w kwestii stabilności podwozia. Na ten moment kluczem do sukcesu Norrisa okazała się cierpliwość w operowaniu gazem i bezbłędne wykorzystanie mocy silnika na wyjściach z zakrętów.
