Max Verstappen, Carlos Sainz i Lance Stroll otrzymali od sędziów zgodę na start w wyścigu o Grand Prix Australii. Mimo że żaden z nich nie ustanowił mierzonego czasu w kwalifikacjach, FIA dopuściła ich do rywalizacji na torze Albert Park. Decyzja ta kończy niepewność dotyczącą obsady tyłów stawki po serii incydentów w sobotniej sesji.
Sytuacja Verstappena i Sainza była jasna od początku dzięki wynikom z treningów. Holender rozbił swój bolid w pierwszym zakręcie, a Hiszpan zatrzymał się na torze w samochodzie Williamsa, ale obaj wcześniej pokazali tempo znacznie przekraczające wymagane 107 procent czasu lidera. Sędziowie uznali ich obecność na starcie za formalność. Więcej dyskusji wywołał przypadek Lance’a Strolla, który niemal nie wyjeżdżał z garażu przez awarie jednostki napędowej Hondy w jego Astonie Martinie.
Kulisy decyzji FIA i ustawienie na starcie
Aston Martin przekonał sędziów argumentami o ogromnym doświadczeniu Strolla w Melbourne oraz znajomości nowej konstrukcji na rok 2026. Zespół wskazał również na wynik Fernando Alonso jako dowód, że bolid jest zdolny do bezpiecznej rywalizacji. Stewardzi uznali te wyjaśnienia za przekonujące. Zgodnie z nowymi przepisami sportowymi, cała trójka uniknie startu z alei serwisowej i ustawi się na samym końcu pól startowych, za wszystkimi sklasyfikowanymi kierowcami.
Ostateczna kolejność na tyłach została ustalona na podstawie wyników drugiego piątkowego treningu, w którym cała trójka brała udział. Max Verstappen ruszy z 20. pozycji, mając przed sobą Carlosa Sainza i Lance’a Strolla. Dla Holendra to trudny moment, zwłaszcza że po wypadku musiał przejść prześwietlenie dłoni. George Russell wystartuje z pole position, wyprzedzając Kimiego Antonelliego, podczas gdy faworyt Red Bulla będzie musiał przebijać się z ostatniego rzędu.
