Sędziowie podjęli decyzję w sprawie Charlesa Leclerca. Padł jasny werdykt po incydencie w Spa

Mikołaj RydzMikołaj Rydz
19 lipca 2026 23:17
Sędziowie podjęli decyzję w sprawie Charlesa Leclerca. Padł jasny werdykt po incydencie w Spa
Źródło: autosport.com

Charles Leclerc uniknął kary za kolizję z Oscarem Piastrim podczas Grand Prix Belgii Formuły 1. Sędziowie uznali, że kierowca Ferrari nie doprowadził do kontaktu celowo, mimo że rywal zgłaszał poważne pretensje przez radio.

Do groźnego incydentu doszło na ósmym okrążeniu wyścigu na torze Spa-Francorchamps, gdy obaj kierowcy walczyli o trzecią lokatę. Podczas hamowania przed szykaną Les Combes, Leclerc bronił pozycji, zmuszając Piastriego do wyjazdu na zewnętrzną. Doszło do otarcia bolidów, w wyniku którego McLaren Australijczyka odniósł uszkodzenia. Piastri grzmiał w komunikacji z zespołem, że musiał ratować się przed potężnym wypadkiem, jednak stewardzi po analizie nagrań wideo i ujęć z kamer pokładowych nie dopatrzyli się winy Monakijczyka.

Dlaczego sędziowie oszczędzili kierowcę Ferrari?

Oficjalny raport FIA nie pozostawia złudzeń co do interpretacji tego zdarzenia. Sędziowie ocenili, że Piastri nie miał realnych szans na zakończenie manewru wyprzedzania z pozycji, w której się znajdował. „W ocenie sędziów samochód nr 16 nie wypchnął celowo samochodu nr 81 poza krawędź toru. Charles Leclerc jechał linią wyścigową przed wejściem w zakręt numer 5, przesuwając się lekko w lewo, aby go otworzyć, i wtedy doszło do bocznego kontaktu między pojazdami” — czytamy w oświadczeniu federacji.

Brak kary pozwolił Leclercowi kontynuować jazdę bez żadnych konsekwencji czasowych, co w połączeniu z wirtualnym samochodem bezpieczeństwa dało mu nawet chwilowe prowadzenie w wyścigu. Ostatecznie musiał on jednak uznać wyższość Kimi Antonelliego, który dysponował lepszym tempem i wyprzedził reprezentanta Ferrari, spychając go na drugie miejsce. W tym samym czasie w garażu włoskiej stajni panowały mieszane nastroje, ponieważ Lewis Hamilton otrzymał pięć sekund kary za incydent z George'em Russellem.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!