Występ Alexandry Eali w nadchodzących igrzyskach azjatyckich stanął pod dużym znakiem zapytania. Choć zawodniczka zadeklarowała chęć gry dla reprezentacji Filipin, restrykcyjna polityka WTA dotycząca zwolnień z obowiązkowych turniejów może pokrzyżować te plany. Konflikt terminów jest nieunikniony, ponieważ zmagania w japońskiej Nagoi pokrywają się z prestiżowym turniejem China Open w Pekinie.
Sekretarz generalny filipińskiej federacji (Philta), John Rey Tiangco, już w sierpniu z entuzjazmem potwierdzał udział Eali w turnieju, podkreślając jej poświęcenie dla barw narodowych. „Jesteśmy bardzo wdzięczni Alex. Ma naprawdę napięty grafik, a po US Open i turnieju w Singapurze wybrała grę dla flagi, mimo innych wydarzeń odbywających się w tym samym czasie” – przyznał Tiangco. Sama tenisistka również nie kryła radości z nadchodzącego wyzwania, zaznaczając, że uwielbia atmosferę panującą w drużynie narodowej.
Sytuacja stała się jednak napięta po decyzji WTA w sprawie innej zawodniczki z Azji Południowo-Wschodniej, Janice Tjen. Indonezyjka poinformowała w mediach społecznościowych, że federacja odmówiła jej zwolnienia z obowiązkowego startu w Pekinie, co zmusiło ją do rezygnacji z igrzysk azjatyckich. Philta wciąż czeka na odpowiedź w sprawie Eali, jednak negatywny precedens Tjen sugeruje, że Filipinka może stanąć przed wyborem między lojalnością wobec kraju a dotkliwymi karami finansowymi i punktowymi w rankingu światowym.
Stawka w Nagoi jest wyjątkowo wysoka, ponieważ złoty medal w grze pojedynczej gwarantuje bezpośrednią kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku. Według zagranicznych doniesień Eala znajduje się obecnie w najlepszym momencie swojej kariery, mając za sobą udany występ na Wimbledonie, gdzie dotarła do drugiego tygodnia zmagań. Mimo groźby sankcji ze strony WTA, szansa na olimpijski awans i sukces w barwach Filipin może okazać się dla niej ważniejsza niż uniknięcie kary za opuszczenie China Open.
