To miał być wielki powrót dwukrotnego mistrza świata do walki o najwyższe cele. Mika Hakkinen zdominował Grand Prix Hiszpanii w 2001 roku, wypracowując gigantyczną przewagę nad Michaelem Schumacherem. Los przygotował jednak scenariusz, którego nikt w boksach McLarena nie był w stanie przewidzieć.
Koszmar na oczach milionów widzów
Fin wjechał w ostatnie okrążenie z przewagą 43 sekund nad Niemcem. Schumacher zmagał się z wibracjami opon i myślał jedynie o dowiezieniu drugiego miejsca do mety. Wtedy bolid MP4-16 nagle zwolnił. Awaria sprzęgła sprawiła, że samochód Hakkinena stanął w kłębach dymu na podjeździe pod zakręt Campsa. Zamiast czwartego z rzędu zwycięstwa w Barcelonie, kierowca musiał wracać do boksów na bolidzie kolegi z zespołu, Davida Coultharda.
Początek sezonu 2001 był dla Hakkinena pasmem nieszczęść. Przed wyścigiem w Hiszpanii miał na koncie tylko cztery punkty, podczas gdy Schumacher i Coulthard zgromadzili ich po 26. Awaria zawieszenia w Australii, problemy techniczne w Brazylii i błędy w Malezji sprawiły, że dwukrotny czempion znalazł się pod ogromną presją. Barcelona miała być przełamaniem, a stała się symbolem pecha, który ostatecznie wypchnął go z Formuły 1.
Nawet Michael Schumacher nie potrafił cieszyć się z tak odniesionego zwycięstwa. Niemiec przyznał po wyścigu, że był zszokowany widokiem unieruchomionego McLarena i szczerze współczuł rywalowi. Kilka miesięcy później McLaren ogłosił, że miejsce Hakkinena zajmie Kimi Raikkonen. Choć Mika wygrał jeszcze wyścig w Indianapolis, jego czas w królowej motorsportu dobiegł końca po ogłoszeniu oficjalnej emerytury w lipcu 2002 roku.
