Fasada Realu Madryt stanęła w płomieniach. Po bolesnej porażce 0:2 z Barceloną w El Clasico, która praktycznie przesądziła o losach tytułu, w klubie doszło do bezprecedensowych scen. Florentino Perez zamiast uspokajać nastroje, wywołał medialną burzę, jakiej Madryt nie widział od dekad.
Prezydent Królewskich podczas godzinnej tyrady atakował swoich wrogów, a rzecznik prasowy aż trzykrotnie próbował mu przerwać. Perez, znany dotąd z chłodnej kalkulacji, postawił na emocjonalny chaos i seksistowskie uwagi. Do konfliktu dołączył Kylian Mbappe, który publicznie uderzył w Alvaro Arbeloę, niszcząc swój wizerunek ułożonego profesjonalisty. W szatni wrze, a wcześniejsze fizyczne starcie Tchouameniego z Valverde było tylko wstępem do obecnego rozkładu.
Cuda w walce o utrzymanie i koniec piekła w Barcelonie
Podczas gdy gigant płonie, Luis Castro wyrasta na kandydata do miana trenera roku. Jego Levante dokonało niemożliwego, wygrywając 3:2 z Celtą Vigo po golach De la Fuente i Brugue. To piąte zwycięstwo w ośmiu meczach, które sprawiło, że zespół jest o krok od wyjścia ze strefy spadkowej. Castro, porównywany do Napoleona, tchnął w drużynę nową energię, a jego wyniki od momentu przejęcia sterów plasują Levante w czołowej piątce całej LaLiga.
Emocjonalne wyzwolenie nastąpiło też w Espanyolu. Po serii osiemnastu meczów bez zwycięstwa, drużyna Manolo Gonzaleza pokonała Athletic Club 2:0. Bramka Kike Garcii w doliczonym czasie gry zakończyła okres, który trener nazwał piekłem. Gonzalez, nie kryjąc łez, przyznał po meczu, że był to najgorszy czas w jego życiu zawodowym. Choć walka o byt trwa, klub z Barcelony wreszcie zrzucił z barków gigantyczny ciężar psychiczny.
