Barcelona i Ferran Torres znaleźli się w martwym punkcie, który może zaważyć na przyszłości ofensywy katalońskiego klubu. Choć Paris Saint-Germain wykazuje coraz większe zainteresowanie sprowadzeniem 26-letniego napastnika, na biurka dyrektorów na Camp Nou nie wpłynęła jeszcze żadna oficjalna oferta. Klub z Paryża sonduje możliwość transferu jedynie nieformalnymi kanałami, co stawia Barcelonę w uprzywilejowanej pozycji negocjacyjnej.
Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Torres stał się kluczową postacią po zdobyciu bramki, która zapewniła Hiszpanii drugi tytuł mistrza świata. W ostatnim sezonie napastnik zanotował swoje najlepsze liczby, strzelając 21 goli w 49 meczach. Barcelona nie ma sportowego interesu w pozbywaniu się tak skutecznego gracza, dlatego postawiła twardy warunek: jeśli Torres chce odejść do PSG, musi to ogłosić publicznie i złożyć formalną prośbę o transfer.
Finansowe szachy i plan Luisa Enrique
Luis Enrique doskonale zna Torresa z pracy w reprezentacji i widzi w nim idealne wzmocnienie ataku PSG. Paryżanie szukają mobilnych napastników, jednak Barcelona trzyma wszystkie karty w ręku. Kontrakt zawodnika obowiązuje do 2027 roku, a klub planuje nawet jego przedłużenie we wrześniu. Dodatkowym czynnikiem są zaległe 8 milionów euro, które Barca musi spłacić Manchesterowi City, co wpływa na harmonogram rozmów kontraktowych.
Obecnie Ferran Torres przebywa na urlopie po mundialu i ma wrócić do treningów dopiero 10 sierpnia. To właśnie ten termin może okazać się decydujący dla losów transakcji. Jeśli do tego czasu zawodnik nie zadeklaruje chęci odejścia, temat transferu do stolicy Francji zostanie zamknięty. Barcelona nie zamierza oferować żadnych zniżek i czeka, aż to piłkarz wykona pierwszy krok, biorąc na siebie odpowiedzialność za ewentualne pożegnanie z klubem.
