Oliver Bearman przeżył chwile grozy podczas Grand Prix Japonii. Brytyjski kierowca zespołu Haas stracił panowanie nad bolidem przy prędkości 307 km/h i uderzył w barierę z ogromną siłą 50G. Choć zawodnik zdołał opuścić wrak o własnych siłach, lekarze zdiagnozowali u niego stłuczenie prawego kolana. Po wypadku 18-latek nie potrafił ukryć ogromnego rozczarowania swoją postawą.
Do incydentu doszło w zakręcie Spoon, gdy Bearman zbliżał się do bolidu Alpine prowadzonego przez Franco Colapinto. Różnica prędkości między zawodnikami wynosiła aż 45 km/h, co całkowicie zaskoczyło młodego kierowcę. Szef stajni Haas, Ayao Komatsu, natychmiast zareagował na samokrytykę swojego podopiecznego. Japończyk zaapelował do zawodnika, aby ten przestał się obwiniać, tłumacząc zdarzenie trudnymi warunkami wynikającymi z nowych przepisów i ogromnej różnicy w tempie aut.
Kluczowy dorobek punktowy i wsparcie szefa
Komatsu przypomniał Bearmanowi, że to właśnie jego świetna jazda wywindowała Haasa na czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Brytyjczyk zdobył wcześniej 16 punktów w Australii i Chinach, gdzie zajął wysokie, piąte miejsce. W Japonii jeden punkt dołożył Esteban Ocon, ale to dorobek Bearmana jest fundamentem sukcesu zespołu. Szef ekipy podkreślił, że nie traktuje tego zdarzenia w kategoriach błędu, lecz jako drobny błąd w ocenie sytuacji, której kierowca nigdy wcześniej nie doświadczył.
Mimo że wypadek kosztował zespół szansę na kolejne punkty w Japonii, kierownictwo stawia na jedność. Komatsu zaznaczył, że zbyt surowe ocenianie własnych poczynań może być szkodliwe dla rozwoju młodego talentu. Zespół wierzy, że Bearman szybko odzyska pewność siebie, zwłaszcza że jego dotychczasowe występy w tym sezonie znacznie przewyższyły oczekiwania. Teraz priorytetem jest powrót do zdrowia i wyciągnięcie wniosków z niebezpiecznego incydentu na Suzuce.
