Jelena Ostapenko po raz kolejny udowodniła, że jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci w kobiecym tenisie. Podczas meczu 1/8 finału gry podwójnej na US Open doszło do ostrego spięcia, które przeniosło się z kortu na pomeczową konferencję prasową. Łotyszka, grająca w parze z Hsieh Su-wei, nie kryła wściekłości na zachowanie sztabu trenerskiego swoich rywalek.
Konflikt wybuchł w trakcie zwycięskiego starcia z Mayą Joint i Chan Hao-ching. Ostapenko i jej partnerka wielokrotnie interweniowały u sędzi prowadzącej spotkanie, skarżąc się na nadmierny hałas dobiegający z boksu przeciwniczek. Zdaniem triumfatorki wielkoszlemowej, zachowanie trenerów było celową strategią mającą na celu wybicie ich z rytmu po każdym niewymuszonym błędzie. „To bardzo lekceważące. Robią to, bo wiedzą, że nie mogą nas pokonać, ponieważ są od nas o wiele gorsze” – wypaliła bez ogródek Ostapenko po zakończeniu meczu.
Łotyszka podkreśliła, że taka intensywność reakcji po błędach rywalek jest w deblu zjawiskiem niespotykanym i wykraczającym poza standardy sportowego zachowania. Według zagranicznych doniesień, zawodniczka czuła, że brawa i okrzyki po jej pomyłkach były prowokacyjne. „Rozumiem, że można tak robić w singlu, gdy naprawdę chce się wspierać swojego gracza, ale w deblu zdarzyło mi się to chyba pierwszy lub drugi raz w życiu” – dodała tenisistka, cytowana przez serwis Tennis365.
To nie pierwszy raz, kiedy Ostapenko znajduje się w samym sercu burzy podczas nowojorskiego turnieju. W ubiegłym roku głośnym echem odbiła się jej kłótnia przy siatce z Taylor Townsend po tym, jak Amerykanka nie przeprosiła za zagranie po taśmie. Tegoroczny incydent z udziałem sztabu Chan Hao-ching tylko potwierdza, że mecze z udziałem Ostapenko gwarantują emocje nie tylko czysto sportowe, ale i te związane z gorącą atmosferą na trybunach oraz korcie.
