Novak Djoković kroczy po swój 25. tytuł wielkoszlemowy, ale podczas tegorocznego Wimbledonu znalazł się na krawędzi dyskwalifikacji. Serb może mówić o ogromnym szczęściu, że wciąż pozostaje w grze o trofeum po incydencie w meczu z Romanem Safiullinem.
Podczas starcia z rosyjskim kwalifikantem na korcie centralnym, Djoković w przypływie frustracji z furią posłał piłkę w stronę bandy reklamowej. Choć na linii strzału nikogo nie było, sytuacja wyglądała groźnie. Gdyby piłka trafiła w człowieka, 39-letni tenisista zostałby natychmiast wykluczony z turnieju. To nie byłby pierwszy taki przypadek w jego karierze, ponieważ w 2020 roku został zdyskwalifikowany z US Open za uderzenie sędzi liniowej. Podobne ryzyko podjął również podczas tegorocznego Australian Open, gdzie niemal trafił chłopca do podawania piłek.
Andy Roddick drżał o losy faworyta
Zachowanie Serba wywołało poruszenie w środowisku, a głos w sprawie zabrał Andy Roddick. Amerykanin przyznał, że widok wściekłego Djokovicia przywołał najgorsze wspomnienia z przeszłości. „Przez chwilę, gdy piłka odskoczyła od jego rakiety, pomyślałem: o rany. Ta decyzja mogła zmienić wszystko. Trudno to w ogóle zrozumieć” – ocenił Roddick w programie Served. Ekspert zauważył, że piłka przeleciała zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od miejsca, gdzie mogli znajdować się operatorzy kamer, co mogło doprowadzić do natychmiastowego zakończenia występu faworyta w Londynie.
Sam Djoković po meczu przyznał, że jego napady złości były przesadzone, a cała sytuacja pozostawiła w nim poczucie pustki. Mimo że w drodze do dalszych faz turnieju stracił tylko trzy sety w starciach z takimi rywalami jak Stefanos Tsitsipas czy Arthur Rinderknech, jego kondycja psychiczna budzi niepokój. Greg Rusedski sugeruje dodatkowo, że wolniejsze warunki na Wimbledonie i zużycie organizmu wynikające z wieku nie pomagają Serbowi w odnalezieniu optymalnej formy przed decydującymi rozstrzygnięciami.
