Rekordzista Ekstraklasy, sprowadzony za około 5 milionów euro z pompą i dużymi oczekiwaniami, nie strzelił w polskiej lidze ani jednej bramki. Słowa byłego piłkarza Widzewa sugerują, że ktoś przy tej transakcji dobrze zarobił na prowizji i to było celem nadrzędnym transakcji.
Pod koniec ubiegłego roku Widzew Łódź ogłosił transfer Osmana Bukariego z Austin FC. Zapłacona kwota — około 5 milionów euro — przeszła do historii jako najwyższa w dziejach PKO BP Ekstraklasy, bijąc dotychczasowy rekord Legii Warszawa, która za Miletę Rajovicia zapłaciła 3 miliony euro. Warto odnotować pewną gorzką symetrię: Rajović uchodzi dziś za jeden z najgorszych transferów w historii stołecznego klubu, a o jego fatalnej skuteczności krążą już internetowe memy. Bukari podpisał z Łodzianami kontrakt do czerwca 2030 roku.
W ostatnim sezonie MLS Bukari rozegrał 33 spotkania, zdobywając 3 gole i notując 5 asyst — statystyki przeciętne, lecz niesugerujące kompletnej sportowej klęski. Rzeczywistość w Ekstraklasie okazała się jeszcze gorsza: rozegrał zaledwie 8 meczów (485 minut) i nie zaliczył ani jednego bezpośredniego udziału przy bramce.
Maciej Terlecki, były piłkarz Widzewa Łódź, zabrał głos w sprawie na antenie Meczyków. Jego wypowiedź — pozornie anegdotyczna — niesie jednak ciężar poważnego oskarżenia. Terlecki ujawnił, że ma przyjaciela będącego trenerem w FC Dallas, a środowisko szkoleniowców i dyrektorów sportowych w MLS jest na tyle zintegrowane, że opinie o zawodnikach krążą w nim swobodnie. Ocena Bukariego, według jego relacji, była jednoznaczna.
„Mam przyjaciela, który jest trenerem w FC Dallas. Trenerzy, dyrektorzy sportowi tam się znają — tak jak jest to u nas w środowisku. I mówili, że Bukari nie był wyróżniającym się zawodnikiem. Otwierali tam szampany jak widzieli, że ktoś chce zapłacić 5,5 mln euro. Jakby dostali 2 mln euro, to też wzięliby to z pocałowaniem ręki. Zadzwonił do mnie ten przyjaciel: »Maciek, dlaczego oni do mnie nie zadzwonili? Powiedziałbym im wszystko o tym zawodniku, bo go widziałem, wiem, kim jest. Dałbym jakąś informację zaczepną«. Powiedziałem mu krótko: »To nie chodziło o to, żeby zbierać informacje...«. A wy już sami sobie dopowiedzcie" — powiedział Terlecki.
Były piłkarz nie formułuje zarzutów wprost, jednak przekaz jest czytelny: jego zdaniem przy transferze Bukariego wartość sportowa zawodnika była kwestią drugorzędną, a pierwszorzędną — zarobek na prowizjach. Znamienne, że do podobnych wniosków zdaje się dochodzić sam właściciel Widzewa. Dziennik „Fakt" informował, że Robert Dobrzycki zaczął osobiście i szczegółowo kontrolować wydatki klubu — każda transakcja wymaga teraz jego uprzedniej akceptacji. Trudno o bardziej wymowny sygnał, że coś w dotychczasowym modelu działania łódzkiego klubu poszło poważnie nie tak.
Sam Bukari przyznał w rozmowie z Interią, że o wysokości kwoty transferu dowiedział się dopiero w momencie podpisywania kontraktu — i że informacja ta go zaskoczyła. Teraz z kolei mówi się o tym, że Widzew będzie chciał pozbyć się swojej gwiazdy możliwie jak najszybciej i w Sercu Łodzi są świadomi tego, iż prawdopodobnie klub po tej transakcji straci sporo pieniędzy.
