Dyskusja o bezpieczeństwie na niemieckich stadionach wchodzi w nową, krytyczną fazę. Po fali protestów kibiców przeciwko inwigilacji, uwaga opinii publicznej i polityków przeniosła się na pytanie: kto powinien płacić za tysiące godzin pracy policji podczas meczów?
Dane z Hesji za sezon 2025/26 pokazują skalę problemu. Podczas 138 meczów z udziałem takich drużyn jak Eintracht Frankfurt czy Darmstadt 98, funkcjonariusze przepracowali łącznie ponad 108 tysięcy godzin. Choć incydenty odnotowano w 40 spotkaniach, to tylko cztery z nich zakwalifikowano jako brutalne. Mimo to, bilans 25 rannych osób, w tym sześciu policjantów, daje argumenty zwolennikom obciążania klubów kosztami ochrony.
Widmo bankructwa mniejszych klubów
Sytuacja stała się poważna po wyroku Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z stycznia 2025 roku. Sędziowie uznali, że model z Bremy, gdzie miasto wystawia rachunki za mecze podwyższonego ryzyka, jest zgodny z prawem. Od 2015 roku Brema wystawiła noty na kwotę blisko 2 milionów euro. Teraz kolejne kraje związkowe, w tym Saara, planują pójść tą samą drogą, co budzi przerażenie w niższych ligach.
„Policja nie jest nieskończonym zasobem kadrowym. Prewencja musi wyprzedzać działania policyjne” — przyznał Jens Mohrherr, szef związku zawodowego policji w Hesji. Z kolei minister spraw wewnętrznych Saksonii, Armin Schuster, ostrzega przed skutkami finansowymi dla biedniejszych zespołów. Według niego, dwa rachunki po 400 tysięcy euro mogłyby doprowadzić czwartoligową Lokomotive Lipsk do upadku.
W odpowiedzi na naciski polityczne, 31 maja 2024 roku DFB i DFL powołały ZAÜS — centralny organ nadzorujący zakazy stadionowe. Ma on zapewnić większą przejrzystość i spójność w karaniu chuliganów, przy jednoczesnym zachowaniu decyzyjności klubów. 11 września 2026 roku DFB przyjęło rezolucję regulującą przekazywanie ewentualnych kosztów policyjnych bezpośrednio na kluby, co kończy okres ochronny dla ligowej piłki.
