Padok Formuły 1 huczy od pesymistycznych prognoz przed GP Australii. Większość kierowców, w tym Esteban Ocon, otwarcie mówi o trudnościach z wyprzedzaniem na torze w Melbourne. Tymczasem w garażu Mercedesa panuje zupełnie inna atmosfera. George Russell i Kimi Antonelli twierdzą, że nowe przepisy i systemy zarządzania energią mogą doprowadzić do najbardziej nieprzewidywalnych manewrów, jakich kibice nie widzieli od lat.
George Russell ucina spekulacje o nudnym wyścigu, nazywając je przedwczesnymi. Brytyjczyk uważa, że specyfika toru w Melbourne, który jest niezwykle wymagający pod kątem odzyskiwania energii, stworzy unikalne szanse. Kluczem ma być sposób dystrybucji mocy elektrycznej na dystansie okrążenia. Russell podkreśla, że dopiero po pięciu wyścigach na różnych obiektach, takich jak te w Arabii Saudyjskiej czy Chinach, będzie można rzetelnie ocenić realny wpływ nowych regulacji na widowisko.
Dodatkowe 400 koni mechanicznych zmieni układ sił
Kimi Antonelli idzie jeszcze dalej i operuje konkretnymi liczbami, które budzą wyobraźnię. Włoch tłumaczy, że tryb wyprzedzania w Melbourne może dać przewagę od sześciu do nawet ośmiu dziesiątych sekundy na jednej prostej. Wykorzystanie pełnej mocy baterii w odpowiednim momencie generuje skok o blisko 400 koni mechanicznych względem samochodu, który w tym samym czasie oszczędza energię. To pozwala na ataki w miejscach, gdzie wcześniej nikt nawet nie próbowałby wyprzedzać.
Największe emocje mają czekać fanów podczas startów, restartów po samochodzie bezpieczeństwa oraz na finałowych okrążeniach. Choć jazda tuż za rywalem pozostaje trudna, różnice w prędkości wynikające z tzw. super clippingu będą gigantyczne. Gdy jeden kierowca musi doładowywać akumulatory, tracąc prędkość maksymalną, drugi może uderzyć z pełną mocą. Mercedes ufa swoim symulacjom, które sugerują, że Melbourne stanie się areną fascynującego eksperymentu strategicznego.
