Max Verstappen wysłał jasny sygnał do organizatorów wyścigów długodystansowych, domagając się zmian w kalendarzu na przyszły rok. Holender chce wystartować w legendarnym 24-godzinnym wyścigu na torze Spa-Francorchamps, ale obecne terminy Formuły 1 skutecznie mu to uniemożliwiają.
Czterokrotny mistrz świata przyznał, że gdyby nie kolizja terminów z Grand Prix Austrii, już teraz siedziałby za kierownicą samochodu GT3. Zamiast tego musi śledzić poczynania swojego zespołu Verstappen Racing na ekranie telefonu w przerwach między obowiązkami w F1. W tegorocznej edycji barwy jego ekipy reprezentuje Mercedes-AMG GT3 EVO, który w kwalifikacjach zajął siódme miejsce. Verstappen nie ukrywa, że rola właściciela zespołu to dla niego za mało, bo jego ambicje sięgają znacznie dalej niż tylko padok Formuły 1.
Nietypowa prośba mistrza świata
Kierowca Red Bulla podjął już konkretne kroki, aby zrealizować swoje marzenie o starcie w belgijskim klasyku. „Oczywiście chciałbym móc ścigać się także w Spa. Przekazałem im to już w kontekście przyszłego roku. Byłoby idealnie, gdyby mogli zaplanować to poza weekendem Formuły 1, więc zobaczymy” – przyznał Verstappen. Dla Holendra Spa to wyjątkowe miejsce, które uważa za swój ulubiony obiekt w całym kalendarzu, a rywalizacja wyłącznie maszyn klasy GT3 ma dla niego unikalny charakter.
Podczas rozmów z mediami w Spielbergu pojawiła się sugestia, że Verstappen mógłby po prostu opuścić jeden wyścig Grand Prix, jeśli nie będzie walczył bezpośrednio o tytuł. Reakcja kierowcy była natychmiastowa i wymowna. „Jestem pewien, że Red Bull nie byłby z tego bardzo zadowolony!” – skomentował ze śmiechem. Oprócz startu w Spa, Holender planuje w przyszłości powrót na Nordschleife oraz debiut w 24-godzinnym wyścigu na Daytonie, o ile pozwoli mu na to zimowy terminarz.
