Legia Warszawa nie sprowadzi w najbliższym czasie nowego napastnika. Wszystko wskazuje na to, że Marek Papszun postawi na wewnętrzne rozwiązania, a najwyżej w hierarchii trenera znajduje się obecnie Mileta Rajović. Takie sygnały płyną z otoczenia klubu tuż po starcie zimowego okresu przygotowawczego.
Jeszcze przed wyjazdem na zgrupowanie w Hiszpanii szkoleniowiec jasno mówił o potrzebie wzmocnienia ofensywy. Wydawało się, że transfer „dziewiątki” jest tylko kwestią czasu. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te plany.
Mileta Rajović na czele hierarchii Papszuna
Na ten moment Legia Warszawa nie ma przestrzeni finansowej, by zakontraktować nowego snajpera. W klubie liczą, że najpierw uda się pożegnać dwóch lub trzech zawodników, co otworzyłoby drogę do ruchów transferowych. Do tego czasu sztab musi pracować z obecnym składem.
W tej sytuacji Marek Papszun stawia na odbudowę Milety Rajovicia. Duńczyk jest wyżej w hierarchii niż Antonio Colak, a trener ma być przekonany, że napastnik potrzebuje czasu i regularnej gry, by wejść na właściwe tory.
Rajović trafił do Legii za około 3 miliony euro, jednak jego liczby nie zrobiły dotąd dużego wrażenia. W 28 występach zdobył 7 bramek, z czego 5 na poziomie Ekstraklasy. Mimo to sztab szkoleniowy wciąż widzi w nim potencjał do poprawy.
Brak transferu i trudne wybory w ataku
Jeszcze gorzej wyglądają statystyki Antonio Colaka. Doświadczony napastnik w 14 meczach trafił do siatki tylko raz, co sprawia, że jego pozycja w zespole jest wyraźnie słabsza. To dodatkowo komplikuje sytuację w ofensywie.
Podczas zgrupowania w Hiszpanii z drużyną trenował również Jean-Pierre Nsame, który wraca do zdrowia po problemach fizycznych. Na jego realne wsparcie w meczach o stawkę klub jednak jeszcze nie liczy.
Scenariusz bez zimowego transferu napastnika przestaje być więc zaskoczeniem. Jeśli nie dojdzie do roszad kadrowych, Marek Papszun będzie zmuszony wycisnąć maksimum z Milety Rajovicia, licząc, że właśnie on stanie się pierwszym wyborem w ataku Legii Warszawa.
