Miał zostać dyrektorem sportowym przy Łazienkowskiej. Skończyło się na pustych obietnicach. Teraz to Widzew Łódź może zyskać kogoś, kogo Legia Warszawa nie doceniła.
Tomáš Pekhart odszedł z Legii latem 2025 roku jako jeden z najlepszych strzelców w historii klubu – ze 173 występami i 5. miejscem na liście topstrzelców Wojskowych na koncie. Kariery jednak nie kończył. Już jako aktywny piłkarz zaczął przygotowywać się do zupełnie innej roli – dyrektora sportowego. Nie robił tego bez powodu. W klubie usłyszał, że ma predyspozycje, by po zakończeniu gry objąć takie stanowisko.
Nic z tego nie wyszło. Fotel dyrektora sportowego przypadł ostatecznie Michałowi Żewłakowowi, a Czech – mimo deklarowanej miłości do Warszawy i wcześniejszych zapewnień – został z niczym.
W rozmowie z beIN Sports, Pekhart nie krył, że jego relacje z ludźmi Widzewa są znacznie bliższe, niż mogłoby się wydawać. Chodzi nie tylko o kontakty czysto towarzyskie – Czech przyznał, że utrzymuje regularny kontakt z właścicielem klubu, Robertem Dobrzyckim, a samą inwestycję w RTS określił jako „bardzo ekscytujący projekt”.
Co ciekawe, Pekhart miał realny wpływ na jedną z kluczowych decyzji personalnych w klubie. Gdy władze Widzewa zastanawiały się nad zatrudnieniem Aleksandara Vukovicia, to właśnie do niego zwrócono się o opinię. Nietrudno zrozumieć dlaczego – to Vuković sprowadził go swego czasu do Legii, a obaj zdobywali razem mistrzowskie tytuły. Sam Czech nie ukrywa sentymentu, mówiąc o serbskim trenerze jak o „drugim ojcu”.
Czy historia się powtórzy – tym razem na korzyść Pekharta?
Pytanie, które nasuwa się samo, brzmi: czy bliskość z Dobrzyckim i Vukoviciem przełoży się kiedyś na konkretną propozycję zawodową? Sam zawodnik na razie mówi ostrożnie – wspomina, że angażuje się obecnie w stronę agencyjną futbolu, nie deklarując wprost chęci powrotu do struktur klubowych.
Widzew od kilku miesięcy intensywnie buduje nowy pion sportowy, ściągając ludzi zaufanych i sprawdzonych w polskiej lidze. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Pekhart – doświadczony, wykształcony w kierunku zarządzania sportem i doskonale znający realia Ekstraklasy – pasowałby do tej układanki. Pytanie, czy Dobrzycki zdecyduje się na krok, na który nie odważyła się Legia.

