Eduardo Camavinga podjął stanowczą decyzję o swojej przyszłości podczas minionego okna transferowego, odrzucając lukratywną propozycję z ligi tureckiej. Choć Galatasaray było gotowe zapłacić za pomocnika 50 milionów euro, zawodnik nie zamierzał opuszczać stolicy Hiszpanii.
Sytuacja 23-letniego piłkarza w Realu Madryt stała się skomplikowana przed startem obecnego sezonu. Nagłe pojawienie się Thiago Pitarcha oraz głośny transfer Bernardo Silvy sprawiły, że w mediach zaczęto spekulować o konieczności sprzedaży Camavingi w celu podreperowania klubowego budżetu. Dodatkowym argumentem dla krytyków była słabsza dyspozycja zawodnika w poprzedniej kampanii, kiedy to zarzucano mu brak oczekiwanego rozwoju sportowego.
Szczegóły niedoszłej transakcji ujawnił dziennikarz Matteo Moretto, a jego doniesienia przytoczyła hiszpańska Marca. „Podczas lata był turecki klub, Galatasaray, który był skłonny zapłacić 50 milionów euro za Camavingę. Galatasaray próbowało go pozyskać, ale Camavinga to odrzucił; chciał zostać w Realu Madryt” – przekazał ekspert od rynku transferowego. Postawa byłego gracza Rennes pokazuje jego determinację, by mimo silnej konkurencji odgrywać istotną rolę w zespole prowadzonym przez sztab z Madrytu.
Początek nowych rozgrywek La Liga zdaje się potwierdzać, że Camavinga nadal znajduje się w planach drużyny. Pomocnik wystąpił we wszystkich czterech dotychczasowych meczach ligowych, przy czym dwa spotkania rozpoczął w wyjściowym składzie, a w dwóch kolejnych pojawiał się na boisku jako zmiennik. W przypadku Francuza to wola samego zawodnika okazała się decydująca.
