Sobotnie starcie AS Monaco z RC Strasbourg Alsace zakończyło się remisem 1:1, ale wynik ten budzi ogromne kontrowersje jeszcze kilka dni po końcowym gwizdku. Organ sędziowski Ligue 1 oficjalnie przyznał, że w 89. minucie spotkania doszło do rażącego błędu, który pozbawił gospodarzy szansy na zwycięstwo. Matthis Abline został powalony w polu karnym rywali, jednak arbiter Éric Wattellier nie dopatrzył się przewinienia.
Brak reakcji sędziego głównego to tylko połowa problemu, ponieważ w tej sytuacji nie interweniowali również arbitrzy odpowiedzialni za system VAR. W poniedziałkowym raporcie LFP, analizującym sporne sytuacje, jednoznacznie stwierdzono, że Monaco należał się rzut karny za podcięcie Abline'a. Klub z Księstwa nie zamierzał milczeć i wysłał oficjalne pismo do organu sędziowskiego, kwestionując także bramkę dla Strasbourga, przy której mogło dojść do zagrania ręką.
Po zakończeniu spotkania emocji nie krył Filipe Luís, który otwarcie krytykował bierność sędziów wideo przy tak ewidentnym zdarzeniu. Mecz obfitował w niefortunne zdarzenia, gdyż Strasbourg objął prowadzenie po samobójczym trafieniu Sadibou Sané, a wyrównanie Monaco zapewnił dopiero strzał z dystansu Paris Brunnera. Przyznanie się do błędu przez władze ligi potwierdza rację klubu z Księstwa.
To nie jedyny przypadek w ostatnich dniach, gdy sędziowskie gremia muszą tłumaczyć się z pomyłek na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Manchester City pokonał wtedy Manchester United 1:0, co wywołało falę dyskusji na temat jakości pracy arbitrów w Premier League, podobnie jak ma to miejsce obecnie we Francji.
