Na cztery kolejki przed końcem sezonu Pogoń Szczecin nadal znajduje się wśród drużyn walczących o utrzymanie w Ekstraklasie. Duma Pomorza ma jednak przed sobą coś, czego wielu rywali z pewnością będzie jej zazdrościć.
Wśród zespołów obecnie najbardziej zagrożonych spadkiem z Ekstraklasy Pogoń Szczecin wyróżnia się pod jednym, bardzo konkretnym względem: jej kalendarz do końca rozgrywek nie przewiduje ani jednego starcia z rywalem prowadzącym równoległą walkę o utrzymanie. To unikat w grupie drużyn walczących o ligowy byt. Pozostałe zagrożone ekipy nie mogą powiedzieć tego samego.
Szczecinianie zmierzą się jeszcze z Jagiellonią Białystok, Wisłą Płock, Zagłębiem Lubin oraz GKS-em Katowice. Jedynie Jagiellonia toczy w tym momencie bój o mistrzostwo kraju. Trzy pozostałe drużyny są już poza zasięgiem czołowej stawki, co — jak wskazują niektórzy obserwatorzy — może przełożyć się na nieco mniejszą mobilizację. Paradoksalnie to, co jeszcze niedawno wyglądało jak droga przez mękę — wszak średnia pozycja tych rywali jest bardzo wysoka — może okazać się dla Pogoni wybawieniem.
Byłoby jednak poważnym błędem zakładać, że Pogoń trafi na drużyny pozbawione ambicji. Wisła Płock, Zagłębie Lubin i GKS Katowice to zespoły sportowo silne, które nadal mają wiele do ugrania. Po finale STS Pucharu Polski może się bowiem okazać, że piąte miejsce w ligowej tabeli będzie dawać przepustkę do Ligi Konferencji — a to oznacza, że walka w górnej części stawki będzie trwała do ostatniego gwizdka.
Do tego dochodzi kwestia czysto finansowa: awans do europejskich pucharów wiąże się z wymierną premią, a każde wyżej zajęte miejsce w końcowej klasyfikacji przekłada się bezpośrednio na większy udział w przychodach z praw telewizyjnych. Motywacja rywali Pogoni może więc być zgoła inna niż walka o życie — lecz nie mniejsza.
