Real Madryt przechodzi gruntowną przebudowę pod wodzą Jose Mourinho, ale mimo głośnych transferów nad klubem wciąż wiszą znaki zapytania. Choć letnie wzmocnienia wyglądają obiecująco, eksperci zastanawiają się, czy wystarczą one do przerwania dwuletniej suszy bez trofeów. Królewscy zyskali balans, lecz kluczowe problemy strukturalne składu, które mogą zadecydować o losach tytułu w starciu z rozpędzoną Barceloną, nadal pozostają nierozwiązane przed startem nowego sezonu.
Klub z Madrytu sfinansował dotychczasowe zakupy dzięki imponującej sprzedaży wychowanków. Nico Paz, Alvaro Rodriguez czy Fran Garcia przynieśli do kasy ponad 120 milionów euro. Dzięki temu, mimo zakontraktowania takich graczy jak Marc Cucurella za 55 milionów euro, Denzel Dumfries, Ibrahima Konate oraz Bernardo Silva, Real zachowuje dodatni bilans finansowy. W budżecie pozostaje około 170 milionów euro na kolejne ruchy, co daje Mourinho ogromne pole manewru w końcówce okienka.
Wielkie transfery to za mało? Mourinho szuka brakującego ogniwa
Na boisku nowe nabytki mają realnie podnieść jakość defensywy i rozegrania. Cucurella i Dumfries to solidne wzmocnienia boków obrony, a Konate ma ratować środek pola defensywnego, zdziesiątkowany przez kontuzje Edera Militao. Bernardo Silva wnosi inteligencję taktyczną, ale jest postrzegany raczej jako luksusowy element rotacji niż lider ataku. Największą bolączką pozostaje brak klasycznej „szóstki”, która dyktowałaby tempo gry i chroniła obronę w chaotycznych momentach meczu.
Marzeniem pozostaje Rodri, który idealnie pasowałby do wizji Mourinho, łącząc odbiór piłki z elitarnym rozegraniem. Trener Realu Madryt naciska również na sprowadzenie lewonożnego stopera, a na jego celowniku znalazł się Alessandro Bastoni z Interu Mediolan. Choć klub stał się silniejszy i głębszy, walka o mistrzostwo z Barceloną, która wygrywa mecz za meczem, wymagać będzie jeszcze jednego kroku. Bez elitarnego pomocnika przebudowa może okazać się jedynie połowicznym sukcesem.
