Coco Gauff zaskoczyła świat tenisa, docierając do finału turnieju w Miami mimo poważnych problemów zdrowotnych. Amerykanka przegrała decydujące starcie z Aryną Sabalenką 2:6, 6:4, 3:6, ale sam jej występ stał na granicy ryzyka. Po kreczu w Indian Wells badanie MRI wykazało u czwartej rakiety świata uszkodzenie nerwu. Lekarze jednoznacznie doradzali jej wycofanie się z rywalizacji na Florydzie, obawiając się pogłębienia urazu ramienia, który wcześniej powodował seryjne błędy serwisowe.
Ekonomiczne podejście i walka z samą sobą
Dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa przyznała szczerze, że kluczowym czynnikiem była lokalizacja turnieju. Gdyby zawody odbywały się w Europie, Gauff prawdopodobnie w ogóle by się nie pojawiła. Bliskość domu i brak kosztów związanych z hotelami dla całego sztabu przekonały ją do podjęcia wyzwania. Tenisistka chciała udowodnić swojemu zespołowi, że jest gotowa do gry, mimo że jej bliscy starali się ją chronić przed zbyt szybkim powrotem na kort po bolesnym zakończeniu poprzedniego turnieju.
Finałowe starcie z Sabalenką miało dramatyczny przebieg, a Gauff zdołała doprowadzić do trzeciego seta, wprawiając kibiców w euforię. Kluczowy okazał się pierwszy gem decydującej partii, w którym Amerykanka prowadziła 30:0, ale ostatecznie oddała inicjatywę rywalce. Sabalenka dzięki tej wygranej skompletowała Sunshine Double, wygrywając w jednym sezonie zarówno w Indian Wells, jak i w Miami. Gauff mimo porażki wyjeżdża z Florydy zadowolona z odzyskanego rytmu meczowego i pozytywnego nastawienia.
Dla 22-letniej zawodniczki był to najlepszy wynik w historii jej występów w Miami, gdzie wcześniej nigdy nie przebrnęła czwartej rundy. Teraz Gauff skupia się na regeneracji i przygotowaniach do kolejnego startu. Amerykanka ma zaplanowany występ w turnieju Porsche Tennis Grand Prix, który odbędzie się w dniach 13–19 kwietnia. Po walce z bólem i własnymi słabościami na Florydzie, tenisistka liczy na utrzymanie agresywnego stylu gry, który pozwolił jej nawiązać wyrównaną walkę z liderką rankingu.
