Oliver Bearman będzie rywalizował z Rafaelem Camarą o szansę na miejsce w Ferrari. Kierowca Haasa przyznał przed Grand Prix USA w Austin, że chce udowodnić, iż zasługuje na angaż w zespole z czołówki. Na razie nie potwierdzono, że trafi do Ferrari w 2027 roku.
Bearman należy do Akademii Kierowców Ferrari, a w 2025 roku trafił do Haasa, by przygotować się do możliwej przyszłości w Scuderii. Choć Ferrari nie potwierdziło jeszcze jego miejsca w zespole na sezon 2027, uznaje się to za formalność. Teraz konkurentem Brytyjczyka został Camara, lider klasyfikacji Formuły 2, którego w ubiegłym tygodniu ogłoszono następcą Estebana Ocona w przyszłym sezonie. „Jesteśmy w tym samym wieku. Oczywiście Rafa ma mniejsze doświadczenie w F1 niż ja” – powiedział Bearman.
O miejsce po Hamiltonie mogą walczyć dwaj kierowcy
Bearman ocenił, że obecność Camary może pomóc Ferrari w ocenie, którego kierowcę obsadzić w bolidzie w średniej perspektywie. Sam chce zwiększyć swoje szanse na tę możliwość. Jest związany z Haasem, a długość umowy nie zależy od niego. „Cieszę się, że jestem w F1, ale myśląc o kolejnych latach, czuję też, że jestem gotowy walczyć o podia i o czołowe miejsca” – stwierdził.
Brytyjczyk mówił, że Haas jest zespołem ze środka stawki, z którym chce być związany i w którym widzi swoją przyszłość. Jednocześnie czuje, że już zapracował na możliwość szukania miejsca w jednej z czterech czołowych ekip. „Moim ostatecznym celem byłoby Ferrari, oczywiście ze względu na moje powiązania z tym zespołem” – dodał. Camara ma już za sobą jazdę bolidem Ferrari z efektem przypowierzchniowym w ramach programu testów starszych samochodów.
Droga do wolnego fotela może jednak zależeć od tego, kiedy ten się zwolni. W ostatnim czasie zespoły coraz częściej wiążą najbardziej pożądanych kierowców długoterminowymi umowami. Ferrari przedłużyło kontrakt Charlesa Leclerca przed tegorocznym Grand Prix Monako, ogłaszając wieloletnie porozumienie. Dotychczasowa umowa Monakijczyka miała obowiązywać do końca 2029 roku, co sugeruje, że nowy kontrakt zatrzyma go w zespole także w kolejnej dekadzie. W porozumieniu znajdą się jednak klauzule umożliwiające jego wcześniejsze rozwiązanie.
Potencjalnie dostępne pozostaje więc miejsce Lewisa Hamiltona. Siedmiokrotny mistrz świata będzie jeździł w Ferrari w 2027 roku, a jego dotychczasowa forma wystarczyła, by uruchomić klauzule wynikowe w kontrakcie. To, co wydarzy się później, zależy od jego występów w przyszłym sezonie. W styczniu Hamilton skończy 42 lata, dlatego można oczekiwać, że zwolni fotel wcześniej niż Leclerc.
Dłuższe oczekiwanie na wolne miejsce może zaszkodzić bardziej doświadczonemu kierowcy. Im dłużej pozostaje on w zawieszeniu, tym większe jest ryzyko, że ktoś inny zwróci uwagę kierownictwa zespołu.
Bearman wskazał, że przypadek Monakijczyka pokazuje, jak wiele zależy od właściwego momentu. „Charles spędził tam [w Sauberze] rok. Miał bardzo dobry sezon, który dał mu tę szansę. U mnie sprawy nie potoczyły się w ten sposób. To zawsze kwestia odpowiedniego momentu. Taka jest rzeczywistość Formuły 1” – powiedział. Leclerc trafił do Saubera w 2018 roku, gdy Ferrari chciało jak najszybciej zastąpić Kimiego Räikkönena młodszym i bardziej konkurencyjnym kierowcą, by dać Sebastianowi Vettelowi bodziec, którego – jak sądziło – potrzebował.