Tottenham Hotspur przechodzi przez bolesne zderzenie z rzeczywistością po letnim oknie transferowym, które miało być fundamentem nowej ery. Mimo wydania ponad 300 milionów funtów na przebudowę składu, zespół pod wodzą Roberto De Zerbiego wygląda na zagubiony i boryka się z fatalną skutecznością. Po czterech kolejkach Premier League londyńczycy wciąż pozostają bez strzelonego gola, co stawia pod znakiem zapytania sens przeprowadzonej rewolucji.
Klub sprowadził aż 10 nowych zawodników, w tym głośne nazwiska jak Sandro Tonali, Mateus Fernandes czy Savinho, a także wypożyczonych Omara Marmousha i Mykhailo Mudryka. Inwestycja ta miała odmienić oblicze drużyny, która w poprzednim sezonie rzutem na taśmę utrzymała się w lidze, kończąc rozgrywki zaledwie dwa punkty nad strefą spadkową. Zamiast stabilizacji, kibice oglądają jednak zespół bez tożsamości, który w sześciu meczach we wszystkich rozgrywkach zdołał wygrać tylko raz – w Pucharze Ligi, z którego i tak odpadł we wtorek po porażce 1:3 z Liverpoolem.
Chaos taktyczny i miażdżąca ocena ekspertów
Problemem Tottenhamu nie jest wyłącznie brak wykończenia, ale przede wszystkim niezdolność do kreowania czystych sytuacji. Według doniesień medialnych, ofensywne zakupy za 165 milionów funtów nie przyniosły dotąd żadnego trafienia, a statystyki oczekiwanych bramek stawiają zespół na szarym końcu ligowej stawki. Drużyna De Zerbiego często utrzymuje się przy piłce w sposób jałowy, brakuje jej koordynacji w ataku, a nowi gracze sprawiają wrażenie jednostek, które nie potrafią odnaleźć się w spójnym systemie taktycznym.
Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, a optymizm trenera spotyka się z brutalną reakcją środowiska piłkarskiego. Christophe Dugarry, były reprezentant Francji, nie szczędził Włochowi gorzkich słów, kwestionując jego kompetencje do prowadzenia wielkich marek. „Nigdy nie rozumiałem, jaki jest poziom De Zerbiego. Podpisał kontrakt na 5 lat, co jest prawdziwym rabunkiem bez potrzeby zakładania maski. To niewiarygodne” – ocenił bezlitośnie Dugarry, odnosząc się do długoterminowej umowy szkoleniowca.
Mimo narastającej presji, Roberto De Zerbi stara się zachować spokój i wierzy, że jego projekt w końcu zacznie przynosić efekty. „To bolesne i frustrujące, ale wygramy wiele meczów i strzelimy mnóstwo goli, gdy zespół w końcu zaskoczy” – przekonywał po przegranej z Liverpoolem. Czasu jest jednak coraz mniej, a widmo kolejnej walki o utrzymanie staje się realne, zwłaszcza że ogromne wydatki mogą ograniczyć pole manewru klubu w przyszłych oknach transferowych, jeśli obecna przebudowa zakończy się fiaskiem.
