Greg Rusedski wyrasta na głównego orędownika rewolucji, która może wywrócić światowy tenis do góry nogami. Były brytyjski numer jeden zaproponował wprowadzenie zasady ciągłej gry, eliminującej tradycyjne przerwy na odpoczynek przy zmianie stron kortu.
Współczesny tenis zdominowali tacy gracze jak Jannik Sinner czy Carlos Alcaraz, a dyscyplina staje się coraz bardziej wymagająca fizycznie. Mimo to Rusedski uważa, że obecny system z 90-sekundowymi przerwami hamuje ewolucję taktyczną. Jego zdaniem brak możliwości usiąścia między gemami zmusiłby zawodników do częstszego stosowania stylu serwis i wolej, który niemal wyginął przez rozwój technologii naciągów, większe piłki oraz spowolnienie nawierzchni kortów po roku 2000. Jeśli tenisista będzie wycieńczony, musi szukać krótszych wymian.
Brutalna wizja przyszłości na korcie
Pomysł ten budzi ogromne kontrowersje, zwłaszcza w kontekście historycznych maratonów, jak finał Australian Open 2012, gdzie Novak Djokovic i Rafael Nadal walczyli przez blisko sześć godzin. Rusedski pozostaje jednak nieugięty w swojej opinii, którą przedstawił w podcaście The Beyond Tennis. „Żadnego siadania w przerwach, gra ciągła. Gdyby wprowadzono grę ciągłą, ludzie musieliby grać serwis i wolej oraz wykazywać się większym sprytem taktycznym” – przekonuje były tenisista, obecnie współpracujący z trenerem Giovanniego Mpetshi Perricarda.
Wprowadzenie takiej zmiany oznaczałoby, że tenis stałby się sportem dla gladiatorów, gdzie przetrwają tylko najlepiej przygotowani kondycyjnie. Oprócz aspektu sportowego, propozycja ta stanowiłaby logistyczny koszmar dla organizatorów turniejów, uniemożliwiając kibicom swobodne przemieszczanie się na trybunach w trakcie przerw. Obecnie środowisko tenisowe jest mocno podzielone w kwestii reform, rozważając także rezygnację z powtarzania serwisu po dotknięciu siatki czy ograniczenie liczby podań do jednego.
