Stefanos Tsitsipas w końcu przełamał fatalną passę i wygrał swój pierwszy turniej od ponad 16 miesięcy. Grek triumfował w finale Swiss Open w Gstaad, pokonując Belga Raphaela Collignona 6:4, 6:7(3), 6:3. Jak donoszą media, to zwycięstwo kończy najdłuższy okres bez tytułu w karierze byłej trzeciej rakiety świata.
Finałowe starcie z zajmującym 42. miejsce w rankingu Collignonem było niezwykle zacięte. Tsitsipas pięciokrotnie przełamał serwis 24-letniego rywala, sam tracąc podanie tylko dwa razy. Dla 27-letniego Greka był to 31. finał w cyklu ATP Tour i 13. zdobyte trofeum. Ostatni raz cieszył się ze zwycięstwa w lutym 2025 roku podczas turnieju w Dubaju, gdzie w finale pokonał Felixa Auger-Aliassime. Od tego czasu jego forma pozostawiała wiele do życzenia, co skutkowało bolesnym spadkiem w światowym zestawieniu.
Potężny awans w rankingu i walka z bólem
Przed rozpoczęciem zmagań w Szwajcarii Tsitsipas zajmował odległą, 85. lokatę w rankingu ATP. Dzięki wygranej w Gstaad zanotował skok o 30 pozycji i obecnie plasuje się na 55. miejscu. Droga do sukcesu nie była jednak łatwa, ponieważ Grek musiał rozegrać cztery trzysetowe mecze z rzędu, eliminując po drodze takich zawodników jak Alexander Shevchenko czy Arthur Rinderknech. Tenisista przyznał po meczu, że ostatnie dni wiązały się dla niego z dużym wysiłkiem fizycznym i koniecznością radzenia sobie z dolegliwościami zdrowotnymi.
„To szalone uczucie. Przetrwałem maraton, to był długi tydzień. Każdy mecz wydawał się nie mieć końca, ale jakimś cudem za każdym razem udawało mi się wygrywać. W ostatnich dniach zmagałem się z bólem, więc musiałem wytrzymać wiele różnych rzeczy” – wyznał Stefanos Tsitsipas. Grek zapowiedział teraz krótką przerwę na regenerację w domu, aby przygotować się do nadchodzącej części sezonu na kortach twardych w Ameryce Północnej, gdzie chce powalczyć o jak najlepsze wyniki podczas US Open swing.
