Juventus utknął w martwym punkcie podczas poszukiwań nowego numeru jeden między słupkami. Rozmowy w sprawie sprowadzenia Emiliano Martineza zamiast posuwać się naprzód, zaczęły się cofać. Jak donoszą media, turyński klub nie jest pewny ostatecznych kosztów operacji związanej z Argentyńczykiem.
Nowy dyrektor Giovanni Carnevali zdecydował się wstrzymać negocjacje, gdy Aston Villa podyktowała warunki finansowe. Angielski klub oczekuje 10 milionów euro oraz dodatków za 34-letniego golkipera. Do tego dochodzą wysokie wymagania płacowe samego zawodnika, który liczy na roczne zarobki rzędu 5,5 miliona euro. Juventus szuka oszczędności, a Michele Di Gregorio po trudnym sezonie i problemach z presją w wielkim klubie stał się zbyt dużym obciążeniem dla drużyny.
Długa lista kandydatów i finansowe bariery
W kręgu zainteresowań Juventusu pojawiają się kolejne nazwiska, ale każde z nich niesie ze sobą komplikacje. Marco Carnesecchi jest uważany za zbyt drogiego, a Lucas Chevalier stracił miejsce w składzie PSG zaledwie kilka miesięcy po transferze za 40 milionów euro. Alternatywą pozostaje Vanja Milinkovic-Savic oraz Guglielmo Vicario, który chce wrócić do Serie A. Ten ostatni kosztuje około 20 milionów euro, co przy niższej pensji mogłoby stanowić ciekawą alternatywę dla Martineza.
Sytuację monitoruje także Napoli, co dodatkowo utrudnia zadanie działaczom z Turynu. Na giełdzie nazwisk widnieją również David De Gea z Fiorentiny oraz Alex Meret, który w przeszłości świętował mistrzostwo z Napoli. Obecnie poszukiwania Juventusu przypominają chaotyczną pogoń, która grozi wyborem opcji rezerwowej. Carnevali musi zdecydować, czy postawić na doświadczonego specjalistę za niską cenę, czy zainwestować w młodszy profil bramkarza.
