Fala kontuzji dziesiątkuje światową czołówkę tenisa, zmuszając największe nazwiska do wycofywania się z najważniejszych turniejów. Kyle Edmund, były czternasty zawodnik świata, przerywa milczenie i wskazuje na winowajców fatalnego stanu zdrowia zawodników. Jak donosi Tennis365, problem stał się systemowy.
Edmund, który zakończył karierę w sierpniu 2025 roku w wieku zaledwie 30 lat, nie ma złudzeń, że dzisiejszy tenis przekracza granice ludzkiej wytrzymałości. Brytyjczyk zwraca uwagę na brak czasu na regenerację i budowanie formy fizycznej. „Nie ma wątpliwości, że gra jest bardziej fizyczna. Przez rozszerzone turnieje Masters mamy mniej przestojów między startami, więc nie ma kiedy wzmacniać ciała. Przez 11 miesięcy w roku starasz się tylko przetrwać” – przyznał półfinalista Australian Open 2018.
Zabójcze piłki i morderczy kalendarz
Oprócz napiętego grafiku, Edmund wskazuje na inny, zaskakujący czynnik: jakość i różnorodność piłek używanych w tourze. To one mają stać za plagą urazów rąk. „Jest jeszcze jedna rzecz: piłki. Pod koniec kariery nabawiłem się urazu nadgarstka, choć nigdy wcześniej go nie miałem. Nie wiem, co to było” – zastanawia się dwukrotny triumfator turniejów ATP. Jego słowa potwierdzają obawy, które wcześniej zgłaszali Novak Djoković, Daniil Medvedev czy Emma Raducanu.
Głos w sprawie zabrał również Carlos Alcaraz, który sam zmagał się z problemami zdrowotnymi. Hiszpan domaga się radykalnych zmian w przepisach dotyczących sprzętu. „Praktycznie co tydzień mamy inne piłki i inne warunki, więc trudno się do nich zaadaptować. To musi się zmienić, bo wielu graczy cierpi przez problemy z łokciami czy barkami” – grzmiał Alcaraz. Sytuacja staje się krytyczna, co pokazało tegoroczne Wimbledon, z którego jeszcze przed startem wycofało się aż 18 zawodników i zawodniczek.
