Arsenal w końcu przełamał klątwę i po 22 latach odzyskał mistrzostwo Anglii, wykorzystując potknięcie Manchesteru City w 37. kolejce Premier League. Świętowanie tytułu zakłócają jednak deklaracje Gabriela Jesusa. Brazylijczyk, który stał się rezerwowym w talii Mikela Artety, otwarcie przyznaje, że jego myśli krążą wokół powrotu do ojczyzny. Napastnik nie ukrywa, że jego czas na Emirates Stadium powoli dobiega końca.
Sytuacja 29-letniego zawodnika w Londynie uległa drastycznemu pogorszeniu po serii kontuzji i letnim transferze Viktora Gyokeresa. Szwed oraz Kai Havertz wygrali rywalizację o miejsce w składzie, spychając Jesusa na boczny tor. W obecnym sezonie Brazylijczyk uzbierał mniej niż 1000 minut w 26 występach, co budzi w nim narastającą frustrację. Piłkarz chce grać regularnie, a jego wygasający za rok kontrakt sprawia, że Arsenal może szukać okazji do sprzedaży.
Powrót do korzeni jedyną opcją dla napastnika
Gabriel Jesus wskazał konkretny kierunek swojej kolejnej przeprowadzki i jest nim Palmeiras. Zawodnik reprezentował barwy tego klubu w latach 2013-2017, zanim trafił do Europy. Piłkarz wyznał, że codziennie śledzi losy swojej byłej drużyny i oglądał nawet ich ostatnią porażkę z Cerro Porteno. Zadeklarował, że jeśli wróci do Brazylii, to tylko do tego zespołu, ponieważ jest jego wielkim fanem i darzy go ogromnym uczuciem.
Realizacja tego marzenia nie będzie jednak prosta ze względu na kwestie finansowe. Choć Palmeiras chętnie widziałoby swojego wychowanka w składzie jako wielką gwiazdę, Arsenal nie zamierza oddawać go za darmo. Kanonierzy będą chcieli odzyskać część zainwestowanych środków, co może stanowić barierę dla brazylijskiego klubu. Jesus podkreśla jednak, że przyszłość należy do Boga, a on sam czeka na odpowiedni moment, by ponownie założyć zieloną koszulkę.
