Francisco Trincão wyrasta na głównego bohatera jednego z najbardziej zaskakujących zwrotów akcji w letnim oknie transferowym. Choć Sporting CP porozumiał się już z saudyjskim Al-Ahli w sprawie kwoty odstępnego, 26-letni skrzydłowy wciąż nie dał zielonego światła na przeprowadzkę. Jak donoszą media, Portugalczyk wstrzymuje negocjacje, ponieważ jego priorytetem pozostaje powrót do Premier League, gdzie widzi siebie w barwach Manchesteru City lub Tottenhamu.
Sytuacja jest o tyle nietypowa, że Al-Ahli wyłożyło na stół około 45 milionów euro, a samemu zawodnikowi zaoferowano czteroletni kontrakt gwarantujący 10 milionów euro netto za sezon. To kwota, której większość europejskich klubów nie jest w stanie przebić. Mimo to Trincão zwleka z decyzją po odpadnięciu Portugalii z mistrzostw świata, dając czas angielskim klubom na przedstawienie oficjalnej propozycji. Na ten moment ani Manchester City, ani Tottenham nie otworzyły jednak bezpośrednich rozmów ze Sportingiem.
Wyścig o podpis reprezentanta Portugalii
Wcześniej zainteresowanie piłkarzem wykazywał Liverpool, ale klub z Anfield ostatecznie postawił na transfer Víctora Muñoza. To otworzyło drzwi dla innych graczy, jednak Tottenham i Manchester City na razie ograniczają się do obserwacji. Spurs niedawno sfinalizowali zakup innego klienta Jorge Mendesa, Mateusa Fernandesa, co podsyciło plotki o możliwym transferze Trincão. Skrzydłowy ma za sobą znakomity sezon, w którym zanotował 31 udziałów przy bramkach, co czyni go łakomym kąskiem na rynku transferowym.
Czas działa na niekorzyść zawodnika, ponieważ Al-Ahli działało bardzo zdecydowanie i jako jedyne przedstawiło konkretną ofertę. Trincão chce jeszcze kilku dni na przemyślenie swojej przyszłości, licząc, że jego wysoka forma w lidze portugalskiej skłoni Anglików do działania. Jeśli Manchester City lub Tottenham nie przyspieszą negocjacji w najbliższym czasie, lukratywna propozycja z Arabii Saudyjskiej może okazać się jedyną realną drogą ucieczki ze Sportingu przed końcem okna.
