Jalen Brunson poprowadził New York Knicks do pierwszego od 53 lat mistrzostwa NBA, ale dopiero teraz na jaw wychodzą dramatyczne szczegóły jego stanu zdrowia. Lider nowojorczyków przeszedł operację lewego nadgarstka tuż po zakończeniu zwycięskiej kampanii.
Gwiazdor Knicks przerwał milczenie w programie Don, Hahn & Rosenberg na antenie ESPN NY Radio. Brunson wyznał, że ból pojawił się nagle w trakcie kluczowej fazy sezonu. Według doniesień Jareda Schwartza i Stefana Bondy’ego z New York Post, ścięgno zawodnika bolesnie ocierało o kość przy każdym ruchu rzutowym. Mimo to rozgrywający nie zamierzał schodzić z parkietu, co tylko potwierdza jego niezwykłą odporność na ból w drodze po pierścień.
Moment, w którym nadgarstek odmówił posłuszeństwa
Brunson precyzyjnie wskazał chwilę, gdy poczuł, że z jego ręką dzieje się coś złego. „Nie ma jednej akcji, w której pamiętam, żeby to się stało. Pamiętam tylko, jak stałem na linii rzutów wolnych w trzeciej lub czwartej kwarcie drugiego meczu finałów Konferencji Wschodniej i mój nadgarstek zaczął słabnąć” — przyznał MVP finałów. Od tego momentu zawodnik musiał radzić sobie z narastającym dyskomfortem, wiedząc, że na operację przyjdzie czas dopiero po ostatnim meczu sezonu.
Statystyki Brunsona w obliczu kontuzji wyglądają wręcz nieprawdopodobnie. Rozgrywający spędzał na boisku średnio ponad 41 minut, notując 32,6 punktu oraz 4,6 asysty. W decydującym o tytule piątym starciu przeciwko San Antonio Spurs rzucił 45 punktów, przyćmiewając Victora Wembanyamę. Choć po zabiegu Brunson musiał nosić temblak, podczas niedawnej gali ESPY Awards pojawił się już bez niego. Klub spodziewa się, że lider będzie gotowy do gry na start nowego sezonu.
