Francja drży o swojego selekcjonera w przededniu ostatniego meczu fazy grupowej mistrzostw świata 2026 przeciwko Norwegii. Aurélien Tchouaméni przerwał milczenie i opowiedział o trudnych chwilach, jakie przeżywa obecnie cała drużyna narodowa.
Sytuacja w obozie „Les Bleus” stała się niezwykle napięta tuż przed starciem na Gillette Stadium w Bostonie. Didier Deschamps musiał pilnie opuścić zgrupowanie i wrócić do ojczyzny z powodu śmierci matki. To ogromny cios dla zespołu, który pod jego wodzą wygrał już dwa mecze na turnieju, pokonując Senegal 3:1 oraz Irak 3:0. Teraz obowiązki pierwszego trenera przejął Guy Stéphan, ale duch nieobecnego lidera wciąż unosi się nad szatnią, a piłkarze czują na sobie ogromną odpowiedzialność.
Specjalna misja od selekcjonera
Aurélien Tchouaméni, pomocnik Realu Madryt, wystąpił w roli rzecznika grupy, przekazując wyrazy współczucia od całej piłkarskiej rodziny. „To trudny czas dla wszystkich. Staraliśmy się, aby wszystko wyglądało normalnie, ale mamy misję i chcemy sprawić, by był z nas dumny” – wyznał 26-letni zawodnik. Te słowa pokazują, że tragedia osobista trenera stała się dla Francuzów dodatkowym paliwem do walki o najwyższe cele. Drużyna nie zamierza poprzestać na samym awansie do fazy pucharowej.
Zanim Deschamps wsiadł do samolotu, zdążył odbyć ostatnią, poruszającą rozmowę z całym składem. Wyznaczył jasny kierunek, którego zawodnicy zamierzają się trzymać bez względu na okoliczności. „Dał nam misję, zarówno sztabowi, jak i graczom. Guy będzie postępował zgodnie z instrukcjami trenera. Będziemy nadal szanować nasze zasady gry. Jesteśmy pewni, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby wygrać” – dodał Tchouaméni. Francja potrzebuje zaledwie remisu z Norwegią, aby przypieczętować zwycięstwo w grupie I.
