Aston Martin w końcu odkrył karty na Węgrzech, prezentując mocno zmodyfikowany bolid AMR26B, który ma uratować fatalny sezon brytyjskiej stajni. Fernando Alonso po raz pierwszy sprawdził pakiet aerodynamiczny przygotowany pod okiem Adriana Neweya i mimo odległych miejsc w treningach, nie kryje optymizmu. Czy to koniec upokorzeń zespołu, który w klasyfikacji konstruktorów wyprzedza jedynie debiutujący Cadillac?
Sytuacja w garażu jest napięta, bo podczas gdy Alonso testował nowości, Lance Stroll stracił niemal cały dzień przez awarię zawieszenia. Hiszpan skupił się na korelacji danych, która w poprzednich miesiącach była największą bolączką inżynierów z Silverstone. Choć 13. i 19. czas w sesjach treningowych nie rzucają na kolana, strata do czołówki środka stawki wyraźnie zmalała, co daje nadzieję na pierwsze konkretne punkty w tym roku.
Alonso widzi światełko w tunelu
Dwukrotny mistrz świata przyznał, że odczucia z jazdy są zgodne z przewidywaniami fabryki, co jest kluczowe dla dalszego rozwoju konstrukcji. „Wydaje mi się, że ogólnie otrzymaliśmy to, czego spodziewaliśmy się pod względem liczb i korelacji, co jest oczywiście bardzo zachęcające na przyszłość” – stwierdził Fernando Alonso. Hiszpan zaznaczył jednak, że przed zespołem wciąż daleka droga, biorąc pod uwagę, jak duży dystans dzielił ich od rywali w poprzednich wyścigach.
Problemy z wibracjami na prostych, które nękały kierowców w pierwszej sesji, zostały opanowane przed wieczornymi przejazdami. Zespół czeka teraz na kolejny krok, jakim będzie nowy silnik Hondy zapowiadany na wyścig w Zandvoort. „W zakrętach dorównujemy tempu czołówki środka stawki, więc musimy po prostu kontynuować pracę” – dodał Alonso, podkreślając, że obecny pakiet to dopiero pierwszy etap szeroko zakrojonej ofensywy technicznej Adriana Neweya.
